Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 czerwca 2015

Nivea, Odżywka Long Repair

Ostatnio trafiam na same świetne produkty do włosów i oby ta dobra passa trwała dalej! Odżywkę Nivea miałam już kilka lat temu, jednak na potrzeby blogowe kupiłam kolejny raz, by sprawdzić jak się u mnie sprawuje przy aktualnej pielęgnacji. Gotowi?



Opakowanie to nic innego jak plastikowa butelka, stojąca na klapce. Zamknięcie solidne i nie zniszczyło mi się w trakcie używania, a także nie spowodowało połamania mych paznokci. Szata graficzna typowa dla produktów Nivea, a na butelce wszelkie potrzebne informacje. Pod koniec trochę trudno wydobyć resztki kosmetyku.


Skład może i nie zachwyca, bo wysoko już mamy silikony, potem dopiero keratynę, olej babassu,  kompleks fitosteroli oraz kolejne silikony i substancje wygładzające. Ale plus za to, że nie mamy tu substancji, które szkodzą.


Odżywka należy do tych gęstszych, których nie trzeba wiele na pokrycie włosów. Możecie być pewne, że nie spłynie wam z dłoni. Dzięki temu wystarcza na wiele użyć, bo przy moim stosowaniu starczyła na ponad miesiąc! Zapach jest przyjemny, słodki, świeży, delikatnie kwiatowy i zostaje na włosach!


Jeśli chodzi o dostępność to tutaj kłopotu nie ma, prawdopodobnie jest dostępna dosłownie wszędzie! A cena bez promocji to 10 złotych, na promocji ok. 6 złotych - no nic tylko brać! 



Co do działania - zapewne się domyślacie, że sprawdziła się u mnie świetnie. genialnie wygładza włosy i ułatwia ich rozczesywanie. Dodatkowo zapobiega puszeniu się ich. Genialnie je nabłyszcza i sprawia, że wyglądają jak z reklamy. Pozostawia włosy sypkie i miękkie. Zapach bardzo długo się utrzymuje, a zapach jest idealnie intensywny i nie kłoci się z perfumami. Nie obciąża moich włosów, ale nakładam ją od ucha w dół. Mimo, że moje końcówki ostatnio może nie są w najlepszym stanie to i tak dzięki tej odżywce dałabym im milion dolarów! To idealny produkt, gdy chcemy wyglądać idealnie i już nie wyobrażam sobie życia bez niej. Jestem pewna, że nie skończy się na jednej buteleczce, a przy najbliższej promocji kupię zapas, żeby mieć ją na większe wyjścia : )


Kto uważa tak jak ja, że ta odżywka jest idealna? Ręka do góry!

poniedziałek, 1 czerwca 2015

L'biotica Biovax, Maska do włosów Argan&Złoto

W końcu czerwiec! W końcu więcej czasu bez pracy, za to więcej czasu na naukę na egzamin licencjacki, bo przecież w tym roku musi się udać! Mam nadzieję, że czerwiec przyniesie więcej czasu na bloga jak i dla samej siebie i mojego życia, bo ostatnio nawet Caryca za mną tęskni. Przechodząc do bohatera dzisiejszego posta, chciałabym zaznaczyć, że moje włosy nie lubią oleju arganowego, nawet w najmniejszych ilościach. Czy w przypadku tego produktu ta zależność też się sprawdziła? 


W maleńkim kartoniku znajdziemy maleńki, plastikowy kubeczek zamykany wieczkiem. Szata graficzna zwraca na siebie uwagę, co zresztą widzicie. Wszystko złote, nawiązujące do składnika reklamowanego - złoto. Na pudełku znajdziemy wszelkie informacje. Estetyka słoiczka zostaje niezmienna, aż do końca użytkowania. Otwieranie wieczka jest proste i nie powodowało łamania mych paznokci


Co do składu jest on przyjemny mamy już w drugiej linijce olej arganowy, koloidalne złoto, lanolinę, ekstrakt  z henny, a za zapachem dopiero silikony. Maska jest emolientowa i ze składu widać, że będzie nam świetnie włosy wygładzała. Co do tego koloidalnego złota - no cóż to pic na wodę, fotomontaż i tak nic nie da : )


Kiedy zobaczyłam pierwszy raz tą maskę w sklepie, uznałam, że ktoś zwariował robiąc tak małą maskę. Przy moim tempie zużywania, wydawało mi się, że starczy na max 3 razy. Jakie było moje zdziwienie, gdy wystarczyła mi na 11 razy! Takie maleństwo, a takie wydajne! Jest to bardzo gęsta maska, można rzec, że w konsystencji to taka gęsta pasta i nie trzeba wiele, by odpowiednio pokryć dość długie włosy w całości. Zapach ma przyjemny, słodki, delikatnie orientalny, utrzymuje się na włosach pomimo mycia ich szamponem. 


 Cena tej maski to ok 16 złotych, dostaniecie ją w każdej drogerii sieciowej z tego co się orientuje. Ale warto czekać na promocje, bo wtedy wychodzi ok 10 złotych za nią. I mimo, że pojemność nie jest duża, to wydajność już tak, dlatego warto spróbować!


Ale nie samymi cenami, opakowaniem  i zapachem człowiek żyje, dlatego przejdźmy do działania. Tak jak we wstępie napisałam, moje włosy nie lubią oleju arganowego, dlatego nie sądziłam, że z maska się polubię (chociaż i tak kupiłam, aby wypróbować).  Jakie było moje zdziwienie jak po pierwszym użyciu moje włosy wyglądały perfekcyjnie! Użyłam maskę tak jak zwykle przed myciem i nie wierzyłam, że tak świetnie na nie podziałała! Użyłam ją kolejny raz i znów ten sam efekt! Włosy są świetnie nawilżone, odżywione i wygładzone. W dodatku maska chroniła je przed puszeniem się, gdy było wilgotno na zewnątrz. Spróbowałam dać maskę po myciu włosów, jednak tutaj okazało się, że jest zbyt treściwa i mimo, że włosy wyglądały pięknie to niestety szybciej stały się oklapnięte. Gdy używałam przed myciem nic takiego nie miało miejsca. Maska mnie totalnie w sobie zauroczyła i żałuję, że nie ma większej pojemności, bo bym kupowała ją na litry! I tak o to z nienawiści do oleju arganowego o to ta maska spowodowała, że nie jestem aż tak sceptycznie do niego nastawiona. Włosy nawilżone, dociążone, wygładzone i mega błyszczące to własnie to czego od maski oczekuję!


Miałyście tą maskę? Lubiłyście? A może macie innego swojego faworyta z tych malutkich maseczek Biovax? Nie ukrywam, że mam ochotę kupić sobie wszystkie i spróbować, czy efekt po nich będzie równie spektakularny! 

poniedziałek, 11 maja 2015

Planeta Organica, Prowansalski balsam do włosów

Dawno, dawno temu, gdy chomikowałam kosmetyki jak na wojnę, gdy co tydzień kupowałam tyle, że na pół roku by mi spokojnie starczyło to zakupiłam również ten balsam do włosów. W końcu przyszła na niego pora. Ciekawe jak sprawdził się kolejny balsam z PO? 


Balsam dostajemy w podłużnej, okrągłej butelce z pompką. Dopóki produkt się nie kończy pompka zdaje egzamin, niestety gdy produktu zostaje na 3 razy trzeba odkręcić ją i na siłę wyciągać produkt. Jak zwykle na produkcie naklejona jest w języku polskim, jednak szybko się ściera. 


Skład robi szał, bo jak nazwać produkt, który w sobie ma tyle wspaniałych ekstraktów i olejów? Do tego tak wysoko w składzie? Oliwa z oliwek, ekstrakt z rozmarynu, majeranku, mięty pieprzowej, bazylii, tymianku. Zero silikonów i niepotrzebnych substancji. No jak dla mnie mega plus!


 Co do zapachu, to jest on mydlano kwiatowy. Wyczuwalne są też zioła, ale całość i tak jest dosyć ciężka, słodka. Możliwe, że po prostu zapach Prowansji, kojarzył mi się z czymś innym, ale no cóż. Jednak nie jest on nieprzyjemny, po prostu mi nie pasuje tak do końca (zapach wersji tureckiej, był świetny!). Konsystencja produktu jak najbardziej na plus! Lekki balsam, którego wystarczają 3 pompki na włosy średniej długości (do łopatek). Wydajność to 1,5 miesiąca, ale wiecie że ja używam produktów tego typu przy każdym myciu.

 Co do dostępności - co raz więcej sklepów i mydlarni stacjonarnych ma tego typu produkty. Nie jest już problemem w dużych miastach o zakup rosyjskich kosmetyków. Jeśli jednak u was nie ma stacjonarnie go, to dostaniecie balsam w każdej drogerii internetowej. Cena to ok. 20 złotych. A jeśli chodzi o sklepy stacjonarne to - w Katowicach jest Zielona Mydlarnia, w Krakowie mamy drogerię na Długiej.


A teraz najważniejsze bo działanie! Już wiele razy wam wspominałam, że mam problem z wypadaniem włosów, niestety ostatnio ten problem się nasila i włosy wypadają już garściami. Dlatego też łapię wszystko co mogłoby mi pomóc. Pewne nadzieje miałam też do tego balsamu, czy pomógł? Niestety nie zauważyłam. No dobra w takim razie, może przynajmniej będzie tak świetnie działał na długość włosów jak to robił jego turecki brat? Niestety nie. Oczywiście włosy ślicznie błyszczały się po nim, ale były za lekkie i za mało dociążone. Nie były wygładzone w taki sposób jak mi zależy. Po prostu nie spełniła wytycznych mojej idealnej odżywki i nie wróciłabym do niej. Zapach na włosach utrzymuje się bardzo długo, włosy nie są obciążone, ale są zbyt puszyste. A przy falowanych włosach nie jest to efekt, który pragnę. Chociaż ta miękkość włosów, sprawiała, że nawet czasem je lubiłam. Nie zamierzam jednak do niej wracać, ale też nie odradzam, bo bublem nie była. Myślę, że może się sprawdzić u osób, które potrzebuję lekkości dla włosów, bo mają je proste i ciężkie. 


Dajcie znać jak u was się sprawdził! A tym czasem uciekam, bo czas zwijać się do pracy : )

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Green Pharmacy, Szampon do włosów suchych - olej arganowy&granat

Dzisiejszego bohatera kupiłam jak tylko ta seria weszła do sklepów - WIEKI TEMU! Jednak zapasy nie pozwoliły na jego używanie. Potem się okazało, że moje włosy i olej arganowy się nie dogadują, dlatego decyzja o podjęciu używania tego szamponu była trudna. Jednak terminy gonią i w końcu postanowiłam dać mu szansę. Czy słusznie?


Uwielbiam opakowania produktów do włosów Green Pharmacy, są bardzo podobne do tych z Bani Agafii i dają mi poczucie, że używam kosmetyki z recepturami znanymi od pokoleń. Dlatego jak się domyślacie szata graficzna na plus. W dodatku  ta plastikowa buteleczka to dobre rozwiązanie dla tego szamponu i nie ma problemu by go wydostać. Zamknięcie na klapkę jest wygodne i nie połamiemy na nim paznokci.


Szampon nie należy do tych najdelikatniejszych, ponieważ zawiera silny detergent. Mimo, że to nie SLS/SLES to i tak to odmiana silnego detergentu, następnie mamy łagodny detergent, substancja pianotwórcza, kolejny detergent średnio drażniący, związek powodujący wzrost lepkości produktu, panthenol, który działa łagodząco, olej arganowy, ekstrakt z granatu, mamy też silikony. Analizując skład wychodzi, że to taki bardzo średniawy składowo i raczej porównywalny do zwykłych szamponów. 


Plusem jest fakt, że szampon ten jest przeźroczysty, niestety te mleczne/perłowe lubią mi obciążać włosy, dlatego dla mnie jest to plus. Konsystencja jest dość gęstawa i za jednym wyciśnięciem dosłownie WYPADA "glutek". Przez ten fakt szampon już nie jest tak wydajny, bo trudno wydobyć mniejszą potrzebną ilość. Zapach jest elegancki, ale słodki zarazem. Wyczuwam w nim delikatną woń oleju arganowego i kwaskowatość granatu. Mi wystarczył na ok 2 miesiące używania, ale wierzcie że u mnie jest to dość słaby wynik!(chciałabym zaznaczyć, że zużycie szamponu nie zależy od długości włosów! Bo szamponem myjemy skórę głowy, a tylko pianą przeciągamy po włosach!!!)


Jednak cena przemawia na plus, bo kosztuje ok 7 złotych w drogeriach typu Rossman, Natura. Majątek to nie jest, więc mogę wybaczyć mu to, że się szybko zużywa.


Ja tu na skład narzekam, na wydajność, co nie jest tu najważniejszą sprawą. A jak ten szampon się u mnie sprawdził? Początkowo skracał czas świeżych włosów o całe pół dnia, co nie podobało mi się i to bardzo. Dlatego go odstawiłam, teraz gdy wróciłam do niego stosuję go albo do pierwszego mycia, albo do drugiego. Nigdy mu nie zaufam w 100%, bo nie wiem czy domyje mi włosy z olejów, masek i odżywek. Dobrze się pieni i nie wysusza włosów (ale możliwe, że to przez fakt, że lubi ich nie domyć). Nie podrażnił skalpu, ani nie uczulił mnie. Jakoś nie zauroczył mnie tak jak niektóre dziewczyny, po prostu był to taki o szampon z drogerii, który w składzie ma silny detergent oraz silikony. Nie powodował bym miała splątane włosy po umyciu, ale wiecie, że u mnie to rzadko się zdarza. Nie zamierzam powrotu do niego, mimo że ładnie po nim włosy pachną. Jednak wolę czyste, a nie tylko pachnące włosy.


Miałyście ten szampon? A może miałyście inną wersję, którą warto wypróbować? Ja miałam kiedyś dla włosów przetłuszczających się i suchych na końcówkach z tego co pamiętam i byłam całkiem zadowolona :) Tej wersji akurat wam polecić nie mogę, bo ani skład ani działanie nie podbiło mojego serca.

czwartek, 19 marca 2015

Bomb Cosmetics, Miodowa Maska do Włosów

Czas nadrabiać zaległości jakie mi się zgromadziły. Nawet nie wiecie ile ja mam wam kosmetyków do pokazania! Właśnie jednym z nich jest dzisiejsza bohaterka. Widzieliście już ją w ulubieńcach ostatnich miesięcy, a teraz poznacie bliżej. Ciekawi co sprawiło, że ją tak pokochałam?


Maska opakowana jest w plastikowy kubeczek, który wyglądem przypomina trochę wszelkie twarogi do sernika, tylko w wersji mini. Nie ukrywam, że takie kubeczki, czy też słoiczki są dość wygodnym rozwiązaniem. A dla tej maski nie widzę innego rozwiązania! Szata graficzna jest typowa dla kosmetyków tej marki, słodka lekko retro. Na opakowaniu naklejona jest naklejka w języku polskim z opisem producenta oraz stosowaniem.


Skład jest dość krótki i może nie należy do tych najlepszych jakie widziałam, ale też nie zabija! Mamy tu emolient tłusty (cetearyl alcohol - nie jest to alkohol denat, nie macie się czego obawiać!), dalej roślinna amina pochodząca z Oleju Brassica, składnik wykorzystywany do produkcji polimerów, kwas aparaginowy - jest to aminokwas endogenny. Dalej mamy konserwany, olej z orzechów kukui, olejek Yank-Yang,  następnie konserwant, humektant, zapach. Zastanawia mnie tylko jedno, dlaczego jest to maska miodowa, skoro nie ma go w składzie?


Konsystencja tej maski jest rzadko spotykana. Jest to bardzo gęsta maska, której naprawdę niewiele trzeba by pokryć całe włosy. Przypomina w konsystencji ciepły wosk Yankee Candle, który już jest gęsty i w postaci stałej. Myślałam, że wystarczy mi na bardzo krótki czas, a tu niespodzianka! Jest okropnie wydajna! Zapach może nie zachwyca, bo raczej to zapach delikatnie kwiatowy, z domieszką perfum leciwej pani :  ) Jednak ja ją używam przed myciem i zapach nie zostaje na włosach.


Kosmetyki Bomb Cosmetics nie są często spotykane w sklepach. Ja swoją kupiłam w Zielonej Mydlarni, ale wiem, że kosmetyków tej firmy już tam nie ma. Dlatego musicie szukać w internecie. Cena jej to 40 złotych co z jednej strony jest całkiem dużą sumą, ale z drugiej jest tak wydajna, że dla mnie to jak 2 lub nawet 3 tańsze maski!


Co do działania, bo to tu jest najważniejsze to jednego jestem pewna - jest powalający! Zwiększa objętość moich fal, dzięki czemu moje włosy stają się bliskie ideału. Świetnie je wygładza i dociąża. Ja maskę zawsze nakładam przed umyciem włosów i zazwyczaj muszę użyć odżywki na sam koniec. W tym wypadku nie ma takiej potrzeby! Włosy nabierają błysku i muszę przyznać, że ten błysk jest widoczny nie tylko dla mnie. Dzięki zwiększonej objętości fal, a raczej ich rozluźnienia nie mam problemu z ułożeniem fryzury. Włosy stają się sypkie i miłe w dotyku. Jedyny minus w tym przypadku to niezbyt przyjemny zapach jak dla mnie, ale  myślę, że znajdą się i jego zwolennicy. No i zastanawia mnie czemu jest nazwana "miodowa", skoro w składzie miodu brak. Jedyne co mogę podejrzewać to fakt, że ma bardzo podobną konsystencję jak skrystalizowany miód i możliwe, że ma dodatek zapachu miodowego. Ja wam ją gorąco polecam wypróbować, bo myślę że naprawdę warto!


Dajcie znać czy ją miałyście i pamiętajcie o rozdaniu !

http://rarityikosmetyki.blogspot.com/2015/03/wiosenne-rozdanie-u-rarity.html

wtorek, 10 marca 2015

Love2MixOrganic, Maska regeneracyjna z efektem laminowania

Nie uwierzycie, ale znów jestem chora. To jest jakiś dramat! Od stycznia cały czas coś. Odporności moja wracaj! No cóż. Jeszcze najgorsze, że na zajęcia chodzić trzeba.  O dziwo dawno nie było o żadnej masce do włosów! A to błąd! Bo ostatnio używam same świetne! I właśnie o jednym z moich hitów wam przedstawię. Gotowi?


Maska zapakowana jest w tubce, która stoi na głowie. Dzięki temu można w łatwy sposób wydobyć produkt, a tym samym jest to całkiem higieniczne rozwiązanie. Tubka zamykana na klapkę na której nie połamiemy paznokci. Cała szata graficzna bardzo mi się podoba, bo jest minimalistyczna, a w dodatku opakowanie jest czarne ! Naklejka naklejona przez dystrybutora, jak to bywa lubi się niszczyć i blaknąć.


W składzie mamy tu Ekstrakt z mango, olej avocado, emolient tłusty, półsyntetyczny składnik, dzięki któremu jest łatwiejsze rozczesywanie włosów, ale także dobrze się wchłania nadając błysku, miękkości i gładkości włosom, może być drażniący. Dalej mamy substancję powierzchniowo czynną, która wygładza i nadaje połysk włosów, dalej wosk syntetyczny, silikon, gumę guar, która jest antystatykiem,silikon, hydrolizowane proteiny pszeniczne, proteiny ryżu. Skład całkiem przyzwoity, silikony idealne na aktualną "wilgotną" pogodę.


Co mnie rozkochało na początku w masce? Jej niebiański zapach! Wierzcie mi, że ona pachnie jak sok multiwitamina z dodatkowym mango! Zapach przecudowny, aż ma się ochotę ją zjeść! Zapach uprzyjemnia jej stosowanie i co najgorsze chce się jej więcej i więcej! Konsystencja maski jest dość gęsta, jednak nie ma żadnego problemu, by dokładnie rozprowadzić ją na włosach. Maska starczyło na ok 15 użyć co w moim przypadku jest wielkim sukcesem, bo wiecie, że ja nie oszczędzam sobie produktów na włosy.


Maskę możemy dostać w granicach 30 złotych, co nie uważam za duży wydatek, jeśli do tego dodamy wydajność i działanie!


No właśnie a co z działaniem? Zapewne się domyślacie, że jest ono świetne. Maska wygładza nawet te najbardziej niesforne włosy. Dzięki niej nie ma żadnych problemów z rozczesywaniem włosów. Ostatnio mam obsesje na punkcie tego by moje włosy błyszczały,a dzięki niej błyszczą jak milion diamentów! Włosy są gładkie, ujarzmione, elastyczne. Z racji posiadania włosów falowanych, nigdy nie wiem jaki skręt otrzymam. Maska ta powoduje, że mam piękne fale w kierunku prostych włosów, czyli takie jak mają dziewczyny w reklamach. Serio! I wiecie co jest najlepsze? Że w żadnym wypadku nie obciąża moich włosów. Oczywiście są one dociążone, co w moim przypadku jest wskazane, ale nie są smutnie przyklapnięte. Nie elektryzują się, ani nie puszą w ciągu dnia. Maska nie podrażniła skalpu. Jednak nie jest to maska, którą można stosować cały czas, ponieważ zawiera proteiny. Nie wiem jaki efekt dałoby laminowanie moich włosów, ale jeśli taki jak daje ta maska to muszę się zmusić i w końcu zrobić to!


Przyznać się kto pokochał tą maskę tak jak ja? Jestem ciekawa, czy może komuś nieprzypadła do gustu? Dajcie koniecznie znać! A ja lecę do łóżka się wygrzewać, bo może akurat wyzdrowieje!


poniedziałek, 16 lutego 2015

Myjemy włosy błotem oraz inne błotne alternatywy do włosów.

Wróciłam do żywych! Przepraszam za swoją nieobecność, ale złapała mnie paskudna choroba i w ten sposób wszystkie ostatnie dni spędziłam przesypiając gorączkę, która nie chciała spaść poniżej 38,7 : c No ale tak bywa, co mnie nie zabije to mnie wzmocni (chociaż nadal mi w to trudno uwierzyć, bo nadal się duszę). Na fb was zapytałam o czym byście chciały dzisiaj przeczytać no i wygrało mycie włosów błotem :) 

Zacznę może od tego jak zaczęła się moja przygoda z błotem na włosach. Dostałam ogromny słój błota z morza martwego o takie błotnej konsystencji od Taty, który przywiózł mi je prosto z Morza Martwego. Troszkę się obawiam je nałożyć na twarz - bo zielonego pojęcia nie mam co i jak z nim może być nie tak, dlatego zaczęłam szukać alternatywnego używania błotka.

Na początku nakładałam błoto tylko na całe ciało, by je ujędrnić i oczyścić, a następnie powiedziałam sobie raz się żyje NAKŁADAMY na WŁOSY. Poszłooo i wyszło! I o to jestem.




Zacznijmy od masek, bo od tego zaczęłam. Od dłuższego cierpię na przewlekły przyklep włosów - oprócz pianek nic sobie z tym nie radzi na dłuższą metę. Poprawka - nie radziło sobie, dopóki nie zaczęłam stosować masek błotnych. Błoto, którego głównie używam jest w konsystencji błotnej, dlatego ciężko jest nakładać go solo na włosy, dlatego zaczęłam je mieszać z innymi maskami do włosów by lepiej było aplikować. Jaki efekt? Włosy odbite od nasady, genialnie wyglądają nawet po śnie. Na drugi dzień nie narzekam na ich wygląd. Chyba nigdy nie widziałam, żeby po czymkolwiek włosy były tak uniesione od nasady. Jednak wiece w tym przypadku trzeba się babrać w mieszanie tej mazi z maskami co jest trochę kłopotliwe, a ja przy okazji mam brudne pół łazienki. Jeśli chodzi o dodatek do masek to lepiej wypada błotko w proszku z White Flowers. Działanie to samo, ale jakoś łatwiej się ten proszek mieszka z maskami :)

Jednak oczywiście tego było za mało. Musiałam pójść o krok dalej. Mycie włosów błotem! Jeszcze kiedyś jakbym do usłyszała to bym uznała, że osoba, która to mówi jest chora psychicznie i powinna się leczyć. No ale skoro myjemy włosy glinkami to czemu nie myć ich błotkiem? Jak się do tego zabrać? Ja standardowo wcześniej olejuje włosy, nakładam maskę. Gdy już chcemy zmyć wszystko moczę włosy, nabieram suchą ręką błotko i dolewam do niego trochę wody rozmiziuję i nakładam na skalp. Odczekuję tak ok. 4 minuty. Następnie rozprowadzam błoto na całą długość włosów i masuję delikatnie. Zostawiam na ok 2 minuty. Spłukujemy wody, aż spłuczemy całe błotko. Nie ukrywam - jest to trochę czasochłonne i wodochłonne, no ale co poradzić : ) Nie przeraźcie się jakie włosy są w dotyku, bo są okropne. Momentalnie nałóżcie sporo odżywki na długość (chodzi o to, by trochę więcej niż zwykle). I pozostawcie na chwilę. Zmyjcie ją dokładnie i pozostawcie do wysuszenia. Efekt? Idealny dla osób, które tak jak ja nie używają zbyt często szamponów z silnymi detergentami. Włosy zwiększają swoją objętość przy skalpie nawet i dwukrotnie, są świetnie oczyszczone na całej długości, a odżywkę spijają jakby jej nigdy na oczy nie widziały. Problem z rozczesaniem mija po użyciu odżywki, więc to nie jest problem - ostrzegałam przecież : p Nie mówię, że to łatwe tak myć włosy błotem, ale wg mnie dla efektu warto! Raz w miesiącu staram się zastosować takie mycie i wiem, że już nigdy o tym nie zapomnę. Zużyję też te szampony z SLS, które mam i chyba nie wrócę już do nich. Bo po co? 


Jeśli boicie się, że wersja powyżej jest dla was zbyt hardcorowa i chcecie zaoszczędzić na czasie, polecam pomóc zmycie błota delikatnym szamponem : ) Lub wymieszać błotko z szamponem i tak myć włosy :) To taka wersja dla leniwych

Jeśli stawiacie na naturalną pielęgnację włosów i nie jest wam szkoda przeznaczyć dla nich trochę czasu, albo nie wiecie co już macie zrobić z tym brakiem objętości przy skalpie - to spróbujcie. Mi to ratuje włosy, może i wam pomoże? 

W dodatku błoto z morza martwego oczyszcza skórę, dzięki czemu pomagamy delikatnie złuszczyć martwy naskórek skalpu :)

Próbowała, któraś z was jakichś sposobów opisanych przeze mnie? A może podobają wam się takie alternatywne rozwiązania kosmetyczne i chciałybyście je częściej? Dajcie znać, a ja lecę do łóżeczka spać : )

sobota, 7 lutego 2015

Bania Agafii, Szampon-Balsam do włosów, Biała Bania Agafii

Pamiętacie jak wam ostatnio pisałam o TYM szamponie? Napisałam, że w duecie z takim innym jeszcze nie potrzebuję używać odżywki. Dzisiaj właśnie przychodzę do was z tym drugim szamponem. Gotowi na poznanie go?

Zamknięty w plastikowej buteleczce, która stylizowana jest na delikatny Vintage. W dodatku ta szata graficzna przywodzi na myśl stary typ kosmetyków. Butelka zamykana jest na klapkę, która w tym przypadku trochę ciężko chodzi, ale da się ją wyrobić. Tak jak zawsze zaznaczę, że naklejka naklejana przez dystrybutora lubi wyblaknąć.


Skład szamponu jest bardzo przyjemny. Nie zawiera silnych detergentów, a tylko taki o średniej mocy oraz drugi łagodny. Potem mamy emulgator, emolient oraz liczne ekstrakty i olejki, m.in ekstrakt z borówki brusznicy, wierzbówki, nagietek. Na plus brak jakichkolwiek silikonów w składzie.


Co do zapachu nie mam się co przyczepić, bo jest przepiękny! Zioła z taką mleczną nutą? A może bardziej pudrową? Tak czy inaczej zapach piękny i utrzymuje się całkiem długo na włosach po wysuszeniu. Szampon ma biały kolor, ale nie jest perłowy, taki rozrzedzony jogurcik :) A w konsystencji to standardowy szampon, który ogromnie się pieni! Nawet nie wiecie jak bardzo! Szampon wystarcza na ok 2 miesiące używania, co dwa dni, no może trochę dłużej : )


Cena to też przyjemna sprawa bo w Zielonej Mydlarni jest za 10 złotych.


A teraz najważniejsze - działanie. Stosowałam go zawsze przy drugim myciu, dlatego nie powiem wam, czy radzi sobie z olejami. Jednak jedno wiem na pewno! Ja, czyli osoba, która po umyciu nie pamięta kiedy nie nałożyła odżywki na włosy do spłukiwania - nie nałożyłam jej ani razu od grudnia (oczywiście maski przed myciem obowiązkowe były: p ) Ten szampono-odżywka to świetna opcja na te dni, gdy nie mamy czasu na odżywki. Powoduje, że włosy są zmiękczone, lśniące i świetnie się układają. Jednak chciałam sprawdzić jak będzie działał na dłuższą metę. Po 4 tygodniach włosy się do niego tak przyzwyczaiły i niestety zaczęły się puszyć, dlatego muszę wrócić do odżywek, a tego cudaka zostawić na dni, gdy nie mam czasu na nic. Nie podrażnił mnie, nie uczulił, ani też nie powodował szybszego przetłuszczania się włosów.