Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hit. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 czerwca 2015

Nivea, Odżywka Long Repair

Ostatnio trafiam na same świetne produkty do włosów i oby ta dobra passa trwała dalej! Odżywkę Nivea miałam już kilka lat temu, jednak na potrzeby blogowe kupiłam kolejny raz, by sprawdzić jak się u mnie sprawuje przy aktualnej pielęgnacji. Gotowi?



Opakowanie to nic innego jak plastikowa butelka, stojąca na klapce. Zamknięcie solidne i nie zniszczyło mi się w trakcie używania, a także nie spowodowało połamania mych paznokci. Szata graficzna typowa dla produktów Nivea, a na butelce wszelkie potrzebne informacje. Pod koniec trochę trudno wydobyć resztki kosmetyku.


Skład może i nie zachwyca, bo wysoko już mamy silikony, potem dopiero keratynę, olej babassu,  kompleks fitosteroli oraz kolejne silikony i substancje wygładzające. Ale plus za to, że nie mamy tu substancji, które szkodzą.


Odżywka należy do tych gęstszych, których nie trzeba wiele na pokrycie włosów. Możecie być pewne, że nie spłynie wam z dłoni. Dzięki temu wystarcza na wiele użyć, bo przy moim stosowaniu starczyła na ponad miesiąc! Zapach jest przyjemny, słodki, świeży, delikatnie kwiatowy i zostaje na włosach!


Jeśli chodzi o dostępność to tutaj kłopotu nie ma, prawdopodobnie jest dostępna dosłownie wszędzie! A cena bez promocji to 10 złotych, na promocji ok. 6 złotych - no nic tylko brać! 



Co do działania - zapewne się domyślacie, że sprawdziła się u mnie świetnie. genialnie wygładza włosy i ułatwia ich rozczesywanie. Dodatkowo zapobiega puszeniu się ich. Genialnie je nabłyszcza i sprawia, że wyglądają jak z reklamy. Pozostawia włosy sypkie i miękkie. Zapach bardzo długo się utrzymuje, a zapach jest idealnie intensywny i nie kłoci się z perfumami. Nie obciąża moich włosów, ale nakładam ją od ucha w dół. Mimo, że moje końcówki ostatnio może nie są w najlepszym stanie to i tak dzięki tej odżywce dałabym im milion dolarów! To idealny produkt, gdy chcemy wyglądać idealnie i już nie wyobrażam sobie życia bez niej. Jestem pewna, że nie skończy się na jednej buteleczce, a przy najbliższej promocji kupię zapas, żeby mieć ją na większe wyjścia : )


Kto uważa tak jak ja, że ta odżywka jest idealna? Ręka do góry!

poniedziałek, 1 czerwca 2015

L'biotica Biovax, Maska do włosów Argan&Złoto

W końcu czerwiec! W końcu więcej czasu bez pracy, za to więcej czasu na naukę na egzamin licencjacki, bo przecież w tym roku musi się udać! Mam nadzieję, że czerwiec przyniesie więcej czasu na bloga jak i dla samej siebie i mojego życia, bo ostatnio nawet Caryca za mną tęskni. Przechodząc do bohatera dzisiejszego posta, chciałabym zaznaczyć, że moje włosy nie lubią oleju arganowego, nawet w najmniejszych ilościach. Czy w przypadku tego produktu ta zależność też się sprawdziła? 


W maleńkim kartoniku znajdziemy maleńki, plastikowy kubeczek zamykany wieczkiem. Szata graficzna zwraca na siebie uwagę, co zresztą widzicie. Wszystko złote, nawiązujące do składnika reklamowanego - złoto. Na pudełku znajdziemy wszelkie informacje. Estetyka słoiczka zostaje niezmienna, aż do końca użytkowania. Otwieranie wieczka jest proste i nie powodowało łamania mych paznokci


Co do składu jest on przyjemny mamy już w drugiej linijce olej arganowy, koloidalne złoto, lanolinę, ekstrakt  z henny, a za zapachem dopiero silikony. Maska jest emolientowa i ze składu widać, że będzie nam świetnie włosy wygładzała. Co do tego koloidalnego złota - no cóż to pic na wodę, fotomontaż i tak nic nie da : )


Kiedy zobaczyłam pierwszy raz tą maskę w sklepie, uznałam, że ktoś zwariował robiąc tak małą maskę. Przy moim tempie zużywania, wydawało mi się, że starczy na max 3 razy. Jakie było moje zdziwienie, gdy wystarczyła mi na 11 razy! Takie maleństwo, a takie wydajne! Jest to bardzo gęsta maska, można rzec, że w konsystencji to taka gęsta pasta i nie trzeba wiele, by odpowiednio pokryć dość długie włosy w całości. Zapach ma przyjemny, słodki, delikatnie orientalny, utrzymuje się na włosach pomimo mycia ich szamponem. 


 Cena tej maski to ok 16 złotych, dostaniecie ją w każdej drogerii sieciowej z tego co się orientuje. Ale warto czekać na promocje, bo wtedy wychodzi ok 10 złotych za nią. I mimo, że pojemność nie jest duża, to wydajność już tak, dlatego warto spróbować!


Ale nie samymi cenami, opakowaniem  i zapachem człowiek żyje, dlatego przejdźmy do działania. Tak jak we wstępie napisałam, moje włosy nie lubią oleju arganowego, dlatego nie sądziłam, że z maska się polubię (chociaż i tak kupiłam, aby wypróbować).  Jakie było moje zdziwienie jak po pierwszym użyciu moje włosy wyglądały perfekcyjnie! Użyłam maskę tak jak zwykle przed myciem i nie wierzyłam, że tak świetnie na nie podziałała! Użyłam ją kolejny raz i znów ten sam efekt! Włosy są świetnie nawilżone, odżywione i wygładzone. W dodatku maska chroniła je przed puszeniem się, gdy było wilgotno na zewnątrz. Spróbowałam dać maskę po myciu włosów, jednak tutaj okazało się, że jest zbyt treściwa i mimo, że włosy wyglądały pięknie to niestety szybciej stały się oklapnięte. Gdy używałam przed myciem nic takiego nie miało miejsca. Maska mnie totalnie w sobie zauroczyła i żałuję, że nie ma większej pojemności, bo bym kupowała ją na litry! I tak o to z nienawiści do oleju arganowego o to ta maska spowodowała, że nie jestem aż tak sceptycznie do niego nastawiona. Włosy nawilżone, dociążone, wygładzone i mega błyszczące to własnie to czego od maski oczekuję!


Miałyście tą maskę? Lubiłyście? A może macie innego swojego faworyta z tych malutkich maseczek Biovax? Nie ukrywam, że mam ochotę kupić sobie wszystkie i spróbować, czy efekt po nich będzie równie spektakularny! 

niedziela, 30 listopada 2014

Evree, peeling do stóp + wyniki rozdania z full mellow

Jeśli nie postoicie w nocy 3 godziny na zewnątrz to nie wie co to mróz. Wczoraj pracowałam w nocy przez godziny i wierzcie mi - UMARŁAM! Potwierdzenie takie, że po dwóch godzinach w płaszczu nadal mi było zimno ! Teraz, gdy już się odmroziłam, a w kominku wosk się rozpala - nie mogę się doczekać, aż go wam przedstawię!  Ale to nie o woskach dzisiaj mowa, a  o peelingu do stóp, który nie ma sobie równych. A na końcu notki coś na co część z was czeka, czyli wyniki rozdania! Zapraszam!


Myślałam, że jeśli chodzi o peelingi to poznałam już co mogą zdziałać. Jednak jak bardzo się myliłam! Pierwsze użycie tego peelingu i już wiem, że zostaniemy razem na dłużej. Trafił do mnie przez przypadek w wygranym shinyboxie, był tak niepozorny, że przez długi czas nie dawałam mu szans na wykazanie się i teraz muszę publicznie go przeprosić i błagać o wybaczenie bo to był zły pomysł. W tej niebieskiej tubeczce, o prostej szacie graficznej znajduje się najlepszy peeling do stóp (nieprofesjonalny) jaki miałam! Tubka jest zamykana na klapkę, dzięki czemu nie ma problemu by wydobyć produkt z tubki.


Zapach peelingu to coś pomiędzy lawendą z lekką nutą mentolu? Przynajmniej dla mnie tak pachnie, zapach nie jest nachalny i przy aplikacji nie wyczuwamy go, nie zostaje na stopach, zresztą i tak pamiętajcie, że po peelingu trzeba posmarować stopy kremem! 


W składzie znajdziemy mocznik na piątym miejscy, glicerynę lanolinę, pumeks, olejek lawendowy. Skład nie jest zły, może nie tak bardzo naturalny jakbyśmy chcieli, ale i tak ma krótko kontakt z naszym ciałem.


 Nie można mu też odmówić idealnej konsystencji, dzięki której nie ma skłonności do odpadania od skóry, nie jest za suchy. Ma konsystencję raczej kremu z drobinkami. No właśnie to drobinki nas najbardziej interesują. Jak widzicie poniżej jest ich dużo, są duże i mocne! Wszystko tak jak być powinno! W dodatku wydajność jest naprawdę dobra! Bo używając go co dwa dni wystarcza na ponad miesiąc.


Markę evree widziałam dostępną w Rossmanie i tam ten peeling kosztuje ok 9 złotych. Cena nie jest duża, a za to miłość ogromna!


Nie będę ukrywać, że go pokochałam. To najlepszy peeling do stóp z jakim miałam do czynienia. Jeśli się przyłożycie do masażu, a dużego problemu ze stopami nie macie, to tarki odejdą w zapomnienie. Peeling ten jest ostry i świetnie zdzierający. Pozostawia stopy gładkie, bez żadnej skazy. Stopy po peelingu o wiele lepiej przyjmują krem, dzięki czemu byłam w stanie doprowadzić moje stopy do porządku. Czy kupię ponownie? To chyba pytanie retoryczne. Oczywiście!


 No i chwila na którą wszyscy czekają! Zwyciężczynią ostatniego rozdania z kosmetykami full mellow jest Anna B! Gratuluje! I proszę o adres do wysyłki w przeciągu dwóch dni na mój adres e-mail: rarityikosmetyki@gmail.com 


Wszystkim dziękuje za udział! I za kilka dni pojawi się kolejne rozdanie z czymś kolorowym i CUDOWNYM !

niedziela, 21 września 2014

Organique, Anti-Age Maska do Włosów

Dzisiejszy bohater pojawił się już na blogu w ulubieńcach sierpnia, dlatego niech was nie zdziwi fakt, że dzisiejsza notka będzie pochwalną pieśnią. No cóż tak bywa :) Kupiłam ją bo uznałam, że promocja w jakiej się znajdowała jest najlepszą jaka mi się trafi, a dość mam tylko wzdychania do niej. No i był to strzał w 10. Ciekawi co ta magiczna maska robi? To zapraszam!
 Opakowanie
To malusieńki słoiczek. Na prawdę mały! W pierwszej chwili myślałam, że wystarczy mi na maksimum 3 razy i to jeszcze jak będę oszczędzała. Słoiczek w jakim jest maska, wykonany jest z ciemnego plastiku, a metalowo-plastikowa zakrętka jest dopełnieniem idealnego look'u. Trzeba przyznać, że organique te opakowania ma genialne i przywodzą na myśl nam bardzo naturalne produkty : ) Maski w słoikach to według mniej najlepsze rozwiązanie, bo bez problemu możemy wykorzystać produkt do końca.

 Od producenta

Skład
Gliceryna, hydrolizowany jedwab, olej arganowy (który w tej masce mi nie przeszkadza! O DZIWO!), olej winogronowy (który moje włosy kochają), puder z pereł, sól morska. Nie znajdziemy to parabenów, PEG'ów czy innych świnstewek. Na próżno szukać też silikonów

Zapach
Ogromnym plusem maski jest zapach! Pachnie wspaniale! Jak cała linia zapachowa "grecka". To zapach winogron, takich bardzo słodkich. Zapach orzeźwiający, ale za razem uspakajający. Na prawdę lubię ją wąchać! Zapach spokojnie się utrzyma na włosach, jeśli dajecie maskę na już umyte włosy : )
 Konsystencja, wydajność
Maska ta nie jest gęsta, ale też nie rzadka. Ma taką idealną konsystencję, która nie spływa z dłoni, a zarazem nie ma problemu by ją rozsmarować na włosach. Dzięki czemu, ten miniaturowy słoiczek  wystarczy spokojnie na jakieś 20 użyć. Wierzcie mi, że dla mnie to sukces, bo ja maski sobie nie oszczędzam nigdy i schodzą u mnie jak woda!
 Cena, dostępność
Maska ta dostępna jest w punktach Organique, a ja swoją kupiłam w Katowicach w Zielonej Mydlarni, jak była najlepsza promocja na świecie u nich -40% !! Cena tej maski to 39 złotych. Czy to dużo? Według mnie dużo, ale jak sobie policzę, że niektóre maski mam na 5 razy, a płacę za nie 15 złotych, to tu nie wychodzi tak źle, a działanie rekompensuje wszystko!

Działanie, opinia
Ja jestem wybredna co do masek do włosów, ponieważ używam ich naprawdę sporo i doskonale wiem, czego oczekuję od tego typu produktu. Swój pierwszy raz maska miała u mnie w domu rodzinnym, gdzie nie olejuje włosów i używam mocnych szamponów. I wtedy pierwszy efekt wooow! Włosy były dobrze nawilżone, dociążone, miękkie i za razem puszyste (nie mylić z puchatymi). Efekt ten jest widoczny po każdym zastosowaniu, a włosy świetnie się układają. Muszę przyznać, że nawet podkreśla skręt włosów. Dzięki tej masce nie muszę się obawiać, że włosy będą przyklapnięte po kilku godzinach, czy też będą matowe. Z racji, że się kończy to zaczęłam jej oszczędzać i będą ją stosowała tylko przed wyjściami, bo to taka maska pewniak. Po skończonym opakowaniu na pewno kupię kolejne!

Maskę wcześniej kupiła sobie moja koleżanka, która ma włosy farbowane na jasny blond i była nią zachwycona. Stwierdziła, że jej włosy są takie milusie po niej, że gdyby była w większym opakowaniu to by kupowała cały czas : )

A wy miałyście tą maskę? Jak się u was sprawdziła? A może macie jakieś inne pewniaki, które muszę sprawdzić? Dajcie znać, a ja wracam do nauki :) Jutro trzymajcie kciuki!

piątek, 15 sierpnia 2014

Isana, Olejek pod prysznic

Dzisiaj było tak ładnie do pewnej godziny w Krakowie, że poszliśmy zjeść na Kazimierz zapiekanki i to był błąd! Wzięłam sobie mięsną ucztę i do teraz cierpię - NIGDY WIĘCEJ! WARZYWA MUSZĄ BYĆ! Dzisiaj również piszę notki na zapas, bo przez następne dni muszę mieć dużo czasu dla mojej małej kruszynki, która nie umie się doczekać aż przyjadę do niej <3 (mowa o mojej siostrzyczce). 

 A tak na temat dzisiejszej notki - nie lubię pisać o żelach pod prysznic, bo przecież żele się różnią zapachem no i mają myć. Ale o dzisiejszym myjadle muszę wam napisać, bo to mój sierpniowy hit, jak nie jeden z tegorocznych. Ostatnio przeżywam przesusz skóry, który ratuję masłem z full mellow, które jako jedyne daje radę, dlatego próbuję zrobić cokolwiek by zahamować tą okropnie suchą skórę. I dzisiejszy bohater przychodzi mi z pomocą. Ciekawe?

Opakowanie
Smukła buteleczka, podobna do tych w których znajdują się standardowe żele Isana, jednak optycznie ładniejsza. Zamykana jest na klips, który łatwo się otwiera i nie niszczy paznokci. Niestety do podróży nie weźmiemy go, bo niestety trochę przecieka.

Od producenta

Skład

Zapach
Tu naczytałam się jak śmierdzi, że dziewczyny zapachu znieść nie mogą. No cóż mi się ten zapach podoba! Nie ma tu zapachu przynajmniej według mnie tranu, a jedynie zapach oleisty, przełamany czymś pudrowym. Zapach przypomina mi wakacje z dzieciństwa kiedy mama smarowała mnie z uporem maniaka filtrami (dzięki mami za to !). Właśnie te filtry tak pachniały - wiem, że to były Garniery, Ambre Solaire. Może jestem dziwna, ale naprawdę ten zapach jest ładny!

Konsystencja, wydajność
Konsystencja jak sama nazwa mówi to olejek. Czuję jakbym myła się oliwką. Pod wpływem wody olejek zamienia się w emulsje. Wydajność to niecałe dwa tygodnie (jak myjecie się dwa razy dziennie, bez użycia gąbki i nie oszczędzacie sobie myjadeł : p)

Dostępność, cena
Tutaj problemu z dostępnością nie ma, bo znajdziecie go w każdym Rossmanie bez promocji za 5 złotych. Ja na promocji go kupiłam za 3 ! Co uważam, że jest mega super ceną i na pewno na promocji zrobię zapasy!

Działanie, opinia
Tak jak wam na początku napisałam przeżywam przesusz życia ostatnio. Skóra aż mnie swędzi, więc jedyną opcją to nakładanie grubej warstwy masła full mellow, które niestety kończy się. Żele wcale nie pomagały w opanowaniu tego strasznego uczucia, ale sobie przypomniałam, że kupiłam kiedyś ten olejek w celu mycia włosów (podobno świetnie się sprawdza!). Leżał sobie tak już od dłuższego czasu. I wiecie co? To był strzał w dziesiątkę! Olejek nie wysusza skóry, a nawet delikatnie koi podrażnioną, pękającą skórę ciała. Nie jest może wydajny, ale kosztuje tak mało, że jestem pewna że do niego wrócę i to nie jeden raz! Jest delikatny, dobrze oczyszcza skórę. Nie zostawia jej wysuszonej, ani też natłuszczonej, lecz delikatnie nawilżoną, dzięki czemu rano jestem w stanie przetrwać cały dzień. Zapach całe szczęście mi przypadł do gustu, jednak nie wiadomo czy jesteście również w tym gronie. Mimo wszystko polecam każdemu. W dodatku jak widzicie skład jest bardzo przyjemny i jeśli ktoś ma uczulenie  na SLS i SLES to będzie zadowolony.


A teraz mam do was pytanie, może któraś też teraz walczy z ekstremalnym przesuszeniem? Ja się nie opalałam ostatnimi czasy, piję bardzo dużo wody!, w dodatku smaruję się balsamami 2 razy dziennie. A moja skóra, usta, stopy i dłonie to pobojowisko zła i pustynia! Macie na to jakieś sprawdzone patenty?

czwartek, 31 lipca 2014

Kuracja Bioxsine - czy warto?

Dzisiaj był taki szczęśliwy dzień! Bo w odwiedziny przyjechała do mnie moja koleżanka z Liceum, robiąc mi tym samym niesamowitą przyjemność. Fajnie było tak porozmawiać z kimś, kto naprawdę całkiem dobrze Cie zna : ) Ale niestety przyszedł wieczór i nadszedł czas pożegnania no i jestem z wami. Dzisiaj w końcu będzie słów kilka o moim ulubionym szamponie oraz o kuracji, która już kilka miesięcy pokazała się w ulubieńcach. Jesteście ciekawe jak się spisuje kuracja Bioxsine przeciw wypadaniu włosów? To zapraszam!
 Opakowanie
Mała bulwiasta butelka, zamykana na klips. Czyli standardowe opakowanie szamponu można powiedzieć, tylko, że mniejsze. Mi nie przeszkadza, a nawet odpowiada. Jedyne co bym zmieniła to to, by było przeźroczyste. Ale dzięki swojej bieli wygląda bardziej "aptecznie"

Skład
Może nie jest mistrzem składowym, ale zaraz za detergentami ma Bicomplex B11, który jest substancją aktywną w tym produkcie.

Od producenta
Zapach
Jest przepiękny! Delikatnie ziołowo-miodowy. Zostaje na włosach mimo wszystko! Tak dla mnie mógłby każdy produkt do włosów pachnieć. Mi odpowiada, ale zapewne będą takie osoby, którym nie będzie pasował.

Konsystencja, wydajność
Szampon jest w formie płynnego żelu, trochę gęstszy niż większość szamponów. Pieni się genialnie! A w dodatku nie trzeba go dużo do umycia. Mam trochę mniej niż połowę opakowania, a używam go już od naprawdę długiego czasu (3 miesiące?)

Dostępność, cena
Szampon do najtańszych nie należy, ale nadrabia to wydajnością i działaniem. Kosztuje bez promocji ok. 40 złotych i możecie go znaleźć w aptekach.
 Działanie, opinia
Moje włosy mają tendencję do przetłuszczania, dlatego ważne jest by szampony, których używam dobrze oczyszczały je, jednocześnie nie wysuszając. Ten szampon cudownie oczyszcza moje włosy, powoduje, że pięknie pachną, a w dodatku gdybym nie chciała to nie musiałabym nakładać odżywki. Po umyciu tym szamponem, włosy stają się miękkie i delikatne. W dodatku razem z kuracją pomógł mi przedłużyć czas niemycia włosów o jeden dzień. Uważam to naprawdę za spory sukces! Cena może porażać, ale mi wystarczy produktu naprawdę na długi czas. Dlatego warto! Ja na pewno do niego wrócę.
A teraz czas na kurację. Z patologicznym wypadaniem włosów zmagam się od 4 klasy podstawówki to już 12 lat prawie. Włosy zaczęły mi garściami wypadać po wypadku w wyniku, której miałam bardzo poważny uraz czaszki. Na początku pomagało mi Merz Special i 3 lata ratowałam włosy i paznokcie tym suplementem. Potem wyrosło mi tyle włosów, że postanowiłam je zniszczyć prostownicą (nie no żartuję, ale zniszczyłam je to prawda). Moje włosy raczej ostatnio głowy się nie trzymają, dlatego wszystko co mi pomoże w utrzymaniu ich jest warte dla mnie wszystko. Gdy dostałam Bioxsine był to czas, gdy codziennie musiałam odkurzać z powodu kudłów na podłodze, były wszędzie. No to teraz po krótkiej charakterystyce i historii napiszę kilka słów o kuracji.
 Skład nie powala, ale w tym przypadku jest cudotwórcą!  Ale przejdźmy dalej. Starannie co mycie włosów wcierałam produkt z ampułki. Po połowie opakowania, można było zauważyć już pierwsze plusy kuracji.
Włosy o wiele mniej wypadały. Wiecie, gdy wypada wam jakieś 300/400 włosów dziennie to naprawdę to widać, że szczotka nie jest co użycie opancerzona, a po domu nie walają się kulki z włosów. Zazwyczaj myłam włosy co 2 dni, dzięki kuracji mogłam nawet co 3 dni myć. Uważam to naprawdę za duży sukces.
Produkt mnie nie podrażnił, nie uczulił i nie powodował po użyciu matowienia, czy też szorstkości włosa. W zestawie umieszczony został specjalny otwieracz ampułki oraz aplikator, dzięki którym aplikacja jest bezpieczna i ułatwiona. Cała ampułka jest zrobiona ze szkła, jednak raz mi upadła i nie rozbiła się całe szczęście (chociaż na czubek radzę uważać)

 Jest jakiś minus kuracji? Niestety tak po pierwsze to cena (w regularnej cenie 200 złotych, w promocji bywa za 160 razem z szamponem). Drugi minusik za to, że jedno opakowanie niestety nie wystarcza. Po odstawieniu (zmniejszeniu częstotliwości używania produktu) włosy na nowo zaczęły wypadać.  Myślałam, że może to sesja. Jednak sesja się skończyła, depresja posesyjna również a włosy jak leciały tak lecą. Pozostaje mi teraz dokarmiać włosy suplementami, a od października kontynuować kurację. Może po drugiej efekt się utrzyma.
 A wy miałyście styczność z tym produktem? Jeśli chcecie się czegoś więcej dowiedzieć to  TUTAJ znajdziecie więcej informacji.
 Na sam koniec chcę wam powiedzieć, że to że u mnie efekt nie utrzymuje się długo nie jest powiedziane, że u was  też będzie chwilowy. Całe szczęście większość z was nie ma tak przewlekłego problemu jak ja i zapewne taka kuracja nie zapewni mi pozbawienia się problemu na stałe. Walka o każdy włos jest bardzo silna i nie zamierzam jej stopować, bo aktualnie to dla mnie priorytet.





sobota, 19 lipca 2014

Wybawiciel moich paznokci - czyli co uratowało moje paznokcie?

 Jedne z najbardziej czytanych przez was notek są te o moich paznokciowych problemach, których nabawiłam się dzięki odżywce Eveline i ich przemiana. Dawno nie było takiej notki, ale to dlatego, że zmieniłam odżywkę i paznokcie może są długie ale to nie to co było w ostatniej notce TUTAJ. Wtedy wam też wspomniałam o mojej odżywce cudzie no i teraz do niej wróciłam, więc w końcu doczeka się recenzji.
 Odżywka znajduje się w standardowej lakierowej buteleczce z pędzelkiem. Jest naprawdę spora, bo to aż 12 ml produktu. To co zobaczycie na zdjęciach to ok. 3 miesięczne zużycie, więc jak zauważycie naprawdę jest wydajna!
 Nie napiszę wam co mówi o niej producent, bo niestety mama akurat nie ma ostatnio czasu, żeby mi przetłumaczyć, a ja jeszcze taka zaawansowana nie jestem by to przetłumaczyć : ) No i najprawdopodobniej i tak bym nic nie zrozumiała, bo to chyba Ukraińska odżywka. Ale jedno wam powiem - w składzie nie widzę formaldehydu! Sposób nakładania jest taki sam jak odżywek eveline.
 Po pomalowaniu odżywką paznokci przez parę godzin ładnie się błyszczą, ale następnie odżywka wchłania się i pozostaje tylko taka błonka, która już nie nabłyszcza płytki. Z tego powodu też nie używam jej jako bazy pod lakier, a bazę pod bazę : p Idealnie się sprawdzi dla tych z was, które nie mogą mieć czegoś na paznokciach do pracy!
 Największym minusem tej odżywki jest dostępność - nie ma jej nigdzie dostępnej (chyba, że ja szukać nie potrafię). Sama dorwałam ją za 15 złotych w gabinecie kosmetycznym, w którym miałam praktyki do szkoły. Gabinet prowadzi Ukrainka i u niej można dostać naprawdę wiele kosmetyków niedostępnych nigdzie ! (jeśli, któraś by chciała adres tego gabinetu w Krk, żeby sobie kupić to napiszcie do mnie na fb albo mejla :) To samo jeśli chciałybyście, żebym ją wam kupiła i wysłała)
 No dobra dość tych technicznych wzmianek, czas na działanie!
 I tutaj jest kosmos! Same przyznałyście, że odżywka naprawdę pomaga, a wierzcie mi, że na żywo jest to jeszcze bardziej widzialne! Paznokcie dzięki niej stały się twarde, uodpornione na wszelkie uderzenia. Płytka się wyrównała, a paznokcie zaczęły rosnąć jak szalone. Dzięki niej płytka przestała się rozdwajać i kruszyć! Z niektórymi lakierami może się nie lubi i przez nią odchodzą płatami, ale wiecie dla mnie to działanie jest niesamowite! Naprawdę trudno ostatnio znaleźć odżywkę - bez formaldehydu! No i jeszcze działa tak jak działało kiedyś na mnie Eveline. By jeszcze bardziej zwiększyć szybkość regeneracji do kuracji tą odżywką dodałam kurację odżywką z Cztery Pory Roku. Dzięki temu dodatkowi moje paznokcie są również nawilżone i nie mam problemu już z suchymi paznokciami i skórkami. Ale o tej drugie jeszcze usłyszycie : ) Jeśli mam być szczera, będę do niej wracała! Gdy ją wykończę, wykończę wszystkie zapasowe odżywki i tylko ona będzie mi towarzyszyła już do końca. Moje odkrycie roku i życia!
A może, któraś z was miała ją?