Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieniec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieniec. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Bioderma, Sensibio Eye

Jednym z ważniejszych kosmetyków do twarzy jak dla mnie jest krem pod oczy. Niestety przy moim niedowidzeniu cały czas je mrużę, przez co niestety ale robią mi się zmarszczki. Mam ich więcej niż jedna 30 latka. Ostatnio niestety również cierpią moje oczy i powieki ze względu na wszechobecną alergię na pyłki, Carycę i inne alergeny. Dlatego też oprócz mocnego nawilżenia, idealny krem pod oczy musi być dla mnie delikatny. Jesteście ciekawe, czy dzisiejszy bohater okazał się ideałem?


W kartoniku z typową szatą graficzną dla Biodermy znajdujemy tubkę z produktem. Tubka to dobre wyjście jeśli chodzi o krem pod oczy (lepsze jest tylko opakowanie typu airless). Zakończona jest dzióbkiem, dzięki czemu aplikacja jest bezproblemowa i od razu można nakładać na skórę pod oczami. Nie ma też problemu z wydostaniem resztek produktu z racji, że tubka jest miękka. 


Bioderma to marka dermokosmetyczna, dlatego nie nastawiam się na typowo naturalny skład. Na początku składu mamy silikon, dzięki czemu krem staje się idealny na dzień, pod makijaż. Znajdziemy tu też alkohole wygładzające i nawilżajkące, trójglicerydy, cukry, kofeinę, kwas hialuronowy, ekstrakty. Skład bezpieczny i całkiem przyjemny. Nie ma tu na całe szczęście parafiny.


 Z racji, że to produkt dermo to jest bezzapachowy, co akurat przy produktach pod oczy jest wskazane. Konsystencja jest żelowo-kremowa, szybko się wchłania, nie pozostawia żadnej tłustej powłoczki. Nie trzeba go wiele, dzięki czemu jest wydajny. Akurat mi starczy na ponad 3 miesiące, jeśli nie dłużej! 


Markę Bioderma dostaniemy w drogeriach Super Pharm oraz Hebe, a także w aptekach. Ja swój egzemplarz kupiłam na promocji w SP za 10 złotych, a normalnie możecie go dostać w granicach 30 złotych, co nie jest aż tak dużym wydatkiem jeśli mówimy o dermo kosmetykach i połączymy z wydajnością.


Jeśli chodzi o działanie to szczerze go mogę polecić osobom do lat 30. Dla mnie okazał się jednym z ulubionych kremów. Nie podrażnia okolic oczu, łagodzi zaczerwienienia i podrażnienia, które niestety się u mnie aktualnie pojawiają przez tarcie oczu. Świetnie nawilża i uelastycznia skórę. Nawet całkiem dobrze radzi sobie z opuchlizną. Co do łagodzenia cieni pod oczami - nie wiem czy to zasługa akurat jego, ale moje cienie ostatnio nie straszą tak jak zwykle! Co jest niezwykle dużym wyczynem! Cienie pod oczami mam nie tylko genetycznie, ale również przez ciągłe niedospanie i pracę w nocy, a tu proszę - jest lepiej! Nie podrażniał, nie uczulił, nie powodował wysypu grudek, które niektóre kremy powodują u mnie. Bardzo chętnie do niego wrócę po tym jak wypróbuję to co mam w zapasach i na liście do spróbowania, a najchętniej powrócę do niego w przyszłe lato, bo na zimę wydaje mi się, że do łask wrócą mocniejsze konsystencje. 


Dajcie znać czy go miałyście i jak się u was sprawdził. A tym samym ja uciekam się pakować, bo jutro dzień taty więc trzeba pojechać go wyściskać za wszystkie czasy : )

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Savon Noir, czyli czarne mydło w akcji

Przepraszam was najmocniej za moją nieobecność, jednak praca w nocy, a w dzień uczelnia lub kończąca się szkoła kosmetyczna + nauka do obrony na biochemii to dla mnie stanowczo za duże wyzwanie. Obiecuję, że od 10 maja będę częściej pisać! Dzisiaj przychodzę do was z moim ulubieńcem od paru miesięcy, czyli czarne mydło! Ciekawe, czemu je tak pokochałam?




Czarne mydło zapakowane jest w prosty plastikowy słoik, zamykany metalową nakrętką. Szata graficzna jest prosta, kojarząca się z Marokiem, dzięki typowo marokańskim deseniom. Naklejka po czasie, delikatnie mi odskoczyła, ale nie jest to przeszkoda. Jest napisany skład, opis produktu po Polsku. I nic mi nie brakuje. Oczywiście nie wyobrażam sobie innego typu opakowania, dla tego produktu.


Skład prosty, krótki, 100% naturalny woda, oliwa z oliwek oraz regulator pH, dzięki czemu mamy mydło. Czego chcieć więcej? No ideał składowy!


Nie ukrywam, że zapach do tych przyjemniejszych nie należy. Jednak mydło nie jest po to by pachnieć, a działać. Z czasem się przyzwyczaiłam i nadal uważam, że i tak ładniej pachnie niż mój drugi mydlany ulubieniec czyli mydło Aleppo. Konsystencją, ani kolorem nie zachęca. Niestety wygląda jak zielony, gęsty smar. Dzięki temu jest niesamowicie wydajne! No i tutaj ogromny pozytyw, bo mydło to wystarcza mi na spokojnie 5-6 miesięcy użytkowania do samej twarzy.


Moje mydło jest ze sklepu Marokosklep i tutaj kosztuje niecałe 26 złotych, co przeliczając na wydajność daje ok 5 złotych na miesiąc! Jednak wiem, że znajdziecie inne opcje czarnych mydeł w innych sklepach, ale nie ręczę czy są równie dobre! Bo raz już miałam czarne mydło i mnie bardzo zawiodło!


A teraz najważniejsze, czyli działanie! Już wiecie, że ja w produkcie jestem zakochana. Wiecie również, że w swojej pielęgnacji twarzy stawiam na dokładne oczyszczanie (bez użycia SLS/SLES) oraz silne nawilżanie. Ta kombinacja pozwala  mojej mieszanej skórze na pozostanie w stanie idealnym i z ograniczonym przetłuszczaniem. Skóra skłonna do wyprysków, a jednak trzymam ją w ryzach. Mydło to prócz swojej niesamowitej wydajności ma szereg innych zalet. Jest to ideał jeśli chodzi o mycie twarzy! Nic (prócz mydła Aleppo) nie wyczyści wam wszystkiego co na waszej cerze się nagromadziło. To świetna alternatywa, dla zabieganych, którzy nie mają czasu na peeling. Ja zostawiam czasem to mydło na ok 5-10 minut, dzięki czemu moja skóra jest świetnie wygładzona! Wszystko to zawdzięczamy dzięki temu, że mydło to ma właściwości takie jak peeling enzymatyczny. Skóra po użyciu jest miękka, gładka i aż skrzypi od czystości! A przy tym jej nie wysusza i nie powoduje uczucia ściągnięcia, co jest niesłychanie ważne dla mnie! Mydło używam głównie po ciężkim dniu, gdy zależy mi na tym również, by skóra lepiej wypoczęła oraz wchłonęła dobrodziejstwo kremów, czy też olejków. Jestem pewna, że do niego wrócę, bo to świetny zamiennik dla mydła Aleppo.

Miałyście to mydło? Polubiłyście? A może jesteście jego przeciwniczkami? Dajcie znać, a ja uciekam do pracy : *

niedziela, 30 listopada 2014

Evree, peeling do stóp + wyniki rozdania z full mellow

Jeśli nie postoicie w nocy 3 godziny na zewnątrz to nie wie co to mróz. Wczoraj pracowałam w nocy przez godziny i wierzcie mi - UMARŁAM! Potwierdzenie takie, że po dwóch godzinach w płaszczu nadal mi było zimno ! Teraz, gdy już się odmroziłam, a w kominku wosk się rozpala - nie mogę się doczekać, aż go wam przedstawię!  Ale to nie o woskach dzisiaj mowa, a  o peelingu do stóp, który nie ma sobie równych. A na końcu notki coś na co część z was czeka, czyli wyniki rozdania! Zapraszam!


Myślałam, że jeśli chodzi o peelingi to poznałam już co mogą zdziałać. Jednak jak bardzo się myliłam! Pierwsze użycie tego peelingu i już wiem, że zostaniemy razem na dłużej. Trafił do mnie przez przypadek w wygranym shinyboxie, był tak niepozorny, że przez długi czas nie dawałam mu szans na wykazanie się i teraz muszę publicznie go przeprosić i błagać o wybaczenie bo to był zły pomysł. W tej niebieskiej tubeczce, o prostej szacie graficznej znajduje się najlepszy peeling do stóp (nieprofesjonalny) jaki miałam! Tubka jest zamykana na klapkę, dzięki czemu nie ma problemu by wydobyć produkt z tubki.


Zapach peelingu to coś pomiędzy lawendą z lekką nutą mentolu? Przynajmniej dla mnie tak pachnie, zapach nie jest nachalny i przy aplikacji nie wyczuwamy go, nie zostaje na stopach, zresztą i tak pamiętajcie, że po peelingu trzeba posmarować stopy kremem! 


W składzie znajdziemy mocznik na piątym miejscy, glicerynę lanolinę, pumeks, olejek lawendowy. Skład nie jest zły, może nie tak bardzo naturalny jakbyśmy chcieli, ale i tak ma krótko kontakt z naszym ciałem.


 Nie można mu też odmówić idealnej konsystencji, dzięki której nie ma skłonności do odpadania od skóry, nie jest za suchy. Ma konsystencję raczej kremu z drobinkami. No właśnie to drobinki nas najbardziej interesują. Jak widzicie poniżej jest ich dużo, są duże i mocne! Wszystko tak jak być powinno! W dodatku wydajność jest naprawdę dobra! Bo używając go co dwa dni wystarcza na ponad miesiąc.


Markę evree widziałam dostępną w Rossmanie i tam ten peeling kosztuje ok 9 złotych. Cena nie jest duża, a za to miłość ogromna!


Nie będę ukrywać, że go pokochałam. To najlepszy peeling do stóp z jakim miałam do czynienia. Jeśli się przyłożycie do masażu, a dużego problemu ze stopami nie macie, to tarki odejdą w zapomnienie. Peeling ten jest ostry i świetnie zdzierający. Pozostawia stopy gładkie, bez żadnej skazy. Stopy po peelingu o wiele lepiej przyjmują krem, dzięki czemu byłam w stanie doprowadzić moje stopy do porządku. Czy kupię ponownie? To chyba pytanie retoryczne. Oczywiście!


 No i chwila na którą wszyscy czekają! Zwyciężczynią ostatniego rozdania z kosmetykami full mellow jest Anna B! Gratuluje! I proszę o adres do wysyłki w przeciągu dwóch dni na mój adres e-mail: rarityikosmetyki@gmail.com 


Wszystkim dziękuje za udział! I za kilka dni pojawi się kolejne rozdanie z czymś kolorowym i CUDOWNYM !

wtorek, 25 listopada 2014

Eveline, Magiczny krem CC

Sama nie wierzę, że w końcu piszę tą notkę! Pamiętacie moich ulubieńców, gdzie pojawił się ten krem? Wykończyłam opakowanie i nie zmieniłam o nim zdania - mój ulubieniec! Przy recenzji kremu CC od Bielendy wiele razy podkreślałam, że jest gorszy od Eveline. To prawda, a jeśli chcecie się dowiedzieć, czegoś więcej o nim to zapraszam!


Zacznijmy od tego dlaczego zaczęłam używać tego kremu CC. W lato zdarzył się taki moment, że postanowiłam się pójść opalać (z filtrem 50+) ze znajomymi. Jednak opalanie nad Wisłą pod domem, to nie jest najlepszy moment na makijaż z podkładem. Z racji, że twarz była w dobrym stanie, uznałam, że mogę nałożyć coś na twarz, co delikatnie wyrówna kolor i zneutralizuje czerwienienie się. Myślałam, że może akurat będzie to coś w stylu kremów BB, ale myliłam się, bo okazał się moim ulubieńcem! 


Krem przyciąga uwagę już samym pudełeczkiem, no bo przyznajcie się: Która z was jest sroką? Złoto przyciąga i to bardzo! Sama tubka też ma elementy złote, a jej cała powierzchnia opalizuje w słońcu. Jednym słowem oryginalnie i z rozmachem!


Co do zapachu nie mam się do czego przyczepić, bo jest delikatny, słodko-kwiatowy. Nie utrzymuje się długo na twarzy. Konsystencję krem ma dość lekką i łatwo się rozprowadza. Krem jest magiczny, co zapewne już wiecie co oznacza. Na początku jest biały, a w nim zatopione są czarne kropeczki, które pod wpływem masowania uwalniają z siebie pigment i krem magicznie przybiera kolor beżowy.


Skład do najlepszych nie należy, bo oprócz gliceryny, kwasu hialuronowego i wosku pszczelego nie widzę nic do połowy składu co by było wybitnie dobre.. Ale jedno muszę napisać - krzywdy nie zrobił, nic złego mi się po jego użyciu nie działo.




Krem znajdziemy w drogeriach w standardowej cenie ok. 20 złotych. Dla mnie bomba, bo przynajmniej milionów nie wydam : ) A patrzcie też na to, że ma w sobie filtr SPF 15!


Jeszcze raz podkreślę - to jest mój ulubieniec w swoich fachu. Stosuję go jako bazę pod podkład, dzięki czemu moja twarz wygląda na zdrową i rozpromienioną. Ma bardzo jasny kolor, przez co bladolice o zabarwieniu neutralnym będą bardzo zadowolone. Naprawdę to cud, że kolor jest neutralny bardzo jasny, a nie jakiś dziwny żółtawo - pomarańczowy. W odróżnieniu od wszystkich innych rozświetlających produktów, nie zawiera drobinek brokatu mniejszych, większych. Tylko tak jak lubię jest to złoty pył! Takie rozwiązanie przekonało mnie do niego całkowicie! Buzia świetnie odbija światło, a efekt ten utrzymuje się nawet po nałożeniu podkładu. Krem ten ani się nie roluje, ani nie ściera. Dzięki temu świetnie nadaje się jako baza pod makijaż. Makijaż na nim utrzymuje się cały dzień, bez żadnego problemu i nieestetycznego wyglądu. Dzięki pigmentowi w sobie wyrównuje koloryt skóry i zakrywa delikatne zaczerwieniania skóry, ale nie jest to na pewno krycie, które by mi wystarczało. Nie spowodował żadnej alergii, ani podrażnienia. Nie zauważyłam żeby nawilżał, bo używam pod niego kremu z Arkany, który daje nawilżenie na wysokim poziomie. Co bym w nim zmieniła? Ulepszyła skład, a tak to chyba jedynie powiększyła tubkę, żebym nie musiała często po niego biegać : ) Z czystym sercem polecam, wypróbujcie!


 A jak z nim u was? Miałyście? Polubiłyście? Czy uważacie za zbędny?

Pamiętajcie o rozdaniu z naturalnymi kosmetykami


niedziela, 21 września 2014

Organique, Anti-Age Maska do Włosów

Dzisiejszy bohater pojawił się już na blogu w ulubieńcach sierpnia, dlatego niech was nie zdziwi fakt, że dzisiejsza notka będzie pochwalną pieśnią. No cóż tak bywa :) Kupiłam ją bo uznałam, że promocja w jakiej się znajdowała jest najlepszą jaka mi się trafi, a dość mam tylko wzdychania do niej. No i był to strzał w 10. Ciekawi co ta magiczna maska robi? To zapraszam!
 Opakowanie
To malusieńki słoiczek. Na prawdę mały! W pierwszej chwili myślałam, że wystarczy mi na maksimum 3 razy i to jeszcze jak będę oszczędzała. Słoiczek w jakim jest maska, wykonany jest z ciemnego plastiku, a metalowo-plastikowa zakrętka jest dopełnieniem idealnego look'u. Trzeba przyznać, że organique te opakowania ma genialne i przywodzą na myśl nam bardzo naturalne produkty : ) Maski w słoikach to według mniej najlepsze rozwiązanie, bo bez problemu możemy wykorzystać produkt do końca.

 Od producenta

Skład
Gliceryna, hydrolizowany jedwab, olej arganowy (który w tej masce mi nie przeszkadza! O DZIWO!), olej winogronowy (który moje włosy kochają), puder z pereł, sól morska. Nie znajdziemy to parabenów, PEG'ów czy innych świnstewek. Na próżno szukać też silikonów

Zapach
Ogromnym plusem maski jest zapach! Pachnie wspaniale! Jak cała linia zapachowa "grecka". To zapach winogron, takich bardzo słodkich. Zapach orzeźwiający, ale za razem uspakajający. Na prawdę lubię ją wąchać! Zapach spokojnie się utrzyma na włosach, jeśli dajecie maskę na już umyte włosy : )
 Konsystencja, wydajność
Maska ta nie jest gęsta, ale też nie rzadka. Ma taką idealną konsystencję, która nie spływa z dłoni, a zarazem nie ma problemu by ją rozsmarować na włosach. Dzięki czemu, ten miniaturowy słoiczek  wystarczy spokojnie na jakieś 20 użyć. Wierzcie mi, że dla mnie to sukces, bo ja maski sobie nie oszczędzam nigdy i schodzą u mnie jak woda!
 Cena, dostępność
Maska ta dostępna jest w punktach Organique, a ja swoją kupiłam w Katowicach w Zielonej Mydlarni, jak była najlepsza promocja na świecie u nich -40% !! Cena tej maski to 39 złotych. Czy to dużo? Według mnie dużo, ale jak sobie policzę, że niektóre maski mam na 5 razy, a płacę za nie 15 złotych, to tu nie wychodzi tak źle, a działanie rekompensuje wszystko!

Działanie, opinia
Ja jestem wybredna co do masek do włosów, ponieważ używam ich naprawdę sporo i doskonale wiem, czego oczekuję od tego typu produktu. Swój pierwszy raz maska miała u mnie w domu rodzinnym, gdzie nie olejuje włosów i używam mocnych szamponów. I wtedy pierwszy efekt wooow! Włosy były dobrze nawilżone, dociążone, miękkie i za razem puszyste (nie mylić z puchatymi). Efekt ten jest widoczny po każdym zastosowaniu, a włosy świetnie się układają. Muszę przyznać, że nawet podkreśla skręt włosów. Dzięki tej masce nie muszę się obawiać, że włosy będą przyklapnięte po kilku godzinach, czy też będą matowe. Z racji, że się kończy to zaczęłam jej oszczędzać i będą ją stosowała tylko przed wyjściami, bo to taka maska pewniak. Po skończonym opakowaniu na pewno kupię kolejne!

Maskę wcześniej kupiła sobie moja koleżanka, która ma włosy farbowane na jasny blond i była nią zachwycona. Stwierdziła, że jej włosy są takie milusie po niej, że gdyby była w większym opakowaniu to by kupowała cały czas : )

A wy miałyście tą maskę? Jak się u was sprawdziła? A może macie jakieś inne pewniaki, które muszę sprawdzić? Dajcie znać, a ja wracam do nauki :) Jutro trzymajcie kciuki!

środa, 6 sierpnia 2014

Orly, Cotton Candy

Gdy pokazałam go w nowościach czerwca, dużo z was była nim zauroczona, wczoraj w nowościach również byłyście jego ciekawe, a ja z racji noszenia go prawie non stop postanowiłam go pokazać!

 By lakier ładnie wyglądał trzeba dać 3 cieniutkie warstwy, niestety po dwóch gdzieniegdzie pojawiają się prześwity. Wiecie to może być spowodowane marnymi umiejętnościami malowania : p
 Kolor dla mnie to takie różowe cukierki, albo takie maskotki kucyki dla dziewczynek! Coś wspaniałego, jest tak słodki, że aż mi się podoba!  W dodatku lakier pięknie błyszczy i nie trzeba mu dawać żadnych top coat'ów.
 Zapewne jesteście ciekawe co z wysychaniem. Wysychają naprawdę szybko. Dwie warstwy nakładam w ciągu jednego filmiku na jutjubie i są suche. Na trzecią też długo nie trzeba czekać i dwa filmiki na jutjubie przed snem wystarczają by nie mieć żadnych odcisków od kołdry : )
 Wytrzymałość lakieru aż mnie zaskoczyła, bo gdyby nie to że walnęłam ręką w blat ( co widać na zdjęciu)  byście widziały jaki nieskazitelny jest po 4 dniach noszenia. Ta nieskazitelność u mnie trzyma się do 6 dnia.
 Pędzelek jest długi i wąski, czyli taki jak nie lubię : p Ale przeżyłam i nawet tak źle nie pomalowałam! Butelka jest naprawdę ogromna i nie wiem czy wykończę ją kiedyś, ale za to nie skończy mi się nigdy i będę szczęśliwie mogła nim paznokcie malować do końca życia <3
 Lakier kupiłam na kosmetykizameryki za 9,90 zł, co naprawdę jest świetną ceną za taką jakość, trwałość i pojemność.
 A wy znacie ten lakier? A może jakiś inny kolor chcecie mi polecić, bo wiecie że mi się spodoba? ^^ Jeśli tak to dajcie znać : *

piątek, 25 lipca 2014

The Secret Soap Store, Shea Line Foot Cream

Ręka do góry kto nie lubi kremów do stóp! Nienawidziłam kremować stóp, chyba to była jeszcze gorsza rzecz niż balsamowanie i wiecie co? Do czasu! Kiedy zauważyłam, że jednak to całe kremowanie coś daje. Przez ostatnie dwa miesiące wyrobiłam w sobie nawyk kremowania i już nigdy nie zrezygnuję. Dzisiejszym bohaterem notki jest krem od The Secret Soap Store, który był w moich ulubieńcach maja i czerwca. Co więcej mogłabym powiedzieć, że w ulubieńcach lipca też mógłby być. Jedyne za co przeprasza to to, że zdjęcie już jest wymęczonej bardzo tubki, ale po prostu zapomniałam zrobić mu na początku zdjęcie : ) Po tych peanach pochwalnych zapraszam was na pełną recenzję.
 Opakowanie
Krem zamknięty jest w metalowym opakowaniu, na którym niestety nie znalazłam składu, ale to dlatego, że posiadam wersję testerową. W normalnej wersji jest inna naklejka przednia, a produkt zapakowany jest w pudełeczko.

Skład
Już na drugim miejscu jest masło Shea, którego jest aż 15%, potem mamy glicerynę, mocznik, Olej avocado. Dalej znajdziemy lecytynę, alantoninę. Najlepszy skład kremu do stóp jaki widziałam.

Aqua, Shea Butter, Ceteareth-20, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Glycerin, Parfum, Urea, Avocado Oil, Dimethicone, Acrylamide/Sodium Acrylate Copolymer, Trideceth-6, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Alantoin, Benzoic Acid, Dehydroacetic Alkohol, Phenoxyethanol, Poliaminopropyl, Biguanide, Ethylhexyglycerin, D-Limonene, Citral, Linalool.

Od producenta
Krem do pielęgnacji suchej skóry stóp. Dzięki wysokiej 15% zawartości masła Shea, jest znakomitym kosmetykiem dla każdego rodzaju naskórka. Po aplikacji skóra jest zregenerowana, gładka i delikatnie natłuszczona. Dodatkową zaletą jest delikatny, cytrynowy zapach
 Zapach
Tak jak producent mamy tu do czynienia z zapachem cytrynowym. Nie jest on tak sztuczny jak w większości kremów do stóp. (i tu pytanie dla was, czemu 90% kremów do stóp ma zapach cytryny, a nie np. arbuza?!) Nie jest nachalny, a w dodatku nie utrzymuje się na skórze, dzięki czemu nawet wrażliwym nosom nie będzie przeszkadzał.

Konsystencja, wydajność
Krem jest bardzo gęsty! Nie jest to typowy krem, a naprawdę gęste mazidło, które można by nawet nazwać masłem do stóp. Jednak mimo swojej gęstości, zadziwił mnie szybkim wchłanianiem i po 10 minutach po aplikacji naprawdę grubej warstwy na stopy mogę spokojnie przejść się do kuchni po wodę na dobranoc. Krem wystarczył mi na 2 miesiące, ale nie ukrywam, że go nie oszczędzałam.

Cena, dostępność
W Krakowie mamy to szczęście, że możemy kupić kosmetyki The Secret Soap Store stacjonarnie w Galerii Krakowskiej w nowym pasażu. Jednak wiem, że nie wszyscy mieszkają w Krakowie, dlatego krem można dostać TUTAJ za 20,99.

Działanie, opinia
Jak już wiecie krem był w moich ulubieńcach i to nie przez przypadek. Od chodzenia na niemiłosiernie wysokich koturnach i obcasach moje stopy były w ciężkim stanie, naprawdę potrzebne im było dobre nawilżanie (i złuszczanie - ale tu skarpetki nie dały sobie rady...). Ten krem spowodował, że każdego dnia budziłam się z co raz lepszymi stopami. Stały się nawilżone, odżywione i delikatne. W dodatku lepiej się również mają moje paznokcie, które też dostały sporą dawkę odżywienia. Dzięki temu kremowi nie pamiętam już ciągle pękających pięt, czy też poduszeczek z przodu :) Nie widać też suchych placków. Czas idealny na pokazywanie stópek w sandałkach no i mogę je pokazywać bez przeszkód. Krem ma ode mnie 6 punktów na 6. Ustanawia go jak na razie w pozycji ulubionego kremu do stóp i jest jednym z ulubionych kosmetyków roku 2014. W zapasach mam jeszcze parę kremów i jeszcze jeden chcę wypróbować, ale do tego wrócę!
A wy miałyście ten krem? Co o nim myślicie? No i jeszcze niech mi ktoś wytłumaczy, czemu ten zapach cytryny jest w każdym kremie do stóp!

wtorek, 1 lipca 2014

Tołpa, odnawiające mleczko regenerujące

Internetu dalej brak, a ja próbuję wszędzie gdzie się da wykorzystać chociaż pół godziny, żeby cokolwiek wam napisać. Mam nadzieję, że ten stan długo nie potrwa i w końcu będę mogła wam codziennie pisać notki. No cóż dziś dorwałam komputer na chwilę, dlatego jednak napiszę wam o pewnym kosmetyku, który dba o moje ciało w dzień. I naprawdę trochę mi smutno, że się kończy. O czym mowa? Zapraszam dalej.

Opakowanie
W kartonowym opakowaniu dostajemy plastikową buteleczkę z pompką. Naprawdę świetna ta sprawa z tą pompką, bo przyjemnie się używa. Butelka też jest na tyle mała, że możemy wziąć produkt ze sobą w podróż. Najprawdopodobniej końcówkę będzie trudno wydobyć, ale mówi się trudno i będzie trzeba sobie radzić. Na butelce i kartoniku jest wiele cennych informacji na temat składników, które znajdują się w kosmetyku.
 Od producenta
odnawia i regeneruje skórę, złuszcza warstwę rogową naskórka o 20%. Silnie nawilża i zmniejsza utratę wody z naskórka o 46% zaraz po zastosowaniu. Eliminuje szorstkość i wygładza nierówności. Wzmacnia skórę, przywraca jej prawidłową jędrność i zwiększa elastyczność o 12%. Poprawia koloryt skóry, przywraca jej promienny wygląd i witalność.

Skład
Nie jest zły, parafiny nie ma, jednak nie jest to kosmetyk naturalny.
Zapach
Zapach ma podobny do tego żelu pod prysznic o zapachu czarnej róży, jednak jest on delikatniejszy, słodszy. Nie przeszkadza mi w ogóle, a w tym wydaniu naprawdę się podoba. Mogłabym mieć nawet takie słodkie perfumy. 

Konsystencja, wydajność
Mleczko to ma konsystencję zwykłego balsamu, jednak szybko się wchłania nie zostawiając żadnej powłoczki na ciele. Spokojnie można ubrać spodnie po posmarowaniu. Dlatego używam go na dzień. Nie jest może super wydajny, bo połowę zużyłam w ciągu 2 tygodni używając raz dziennie na całe ciało, ale też nie ma co narzekać.  Miesiąc to dobry wynik wytrzymałości : )
 Dostępność, cena
Produkt ten otrzymamy w Super Pharmie, Rossmanach za ok 45 złotych. Ale często jest na markę tołpa promocja (przynajmniej w SP, więc możecie go nawet dorwać za 20 złotych) - i myślę, że za te 20 złotych warto wypróbować. Bo 40 złotych mnie przeraża : )

Działanie, opinia
Produkt ten jest dermokosmetykiem dla skóry suchej, jednak według mnie bardzo suchej skóry nie nawilży w sposób wystarczający. Dla mnie jest idealny na dzień, kiedy skóra jeszcze nadal nawilżona jest masłem od Full Mellow. W takiej kombinacji mleczko jest naprawdę świetne. Szybko się wchłania (chociaż czytałam, że u dziewczyn się nie chce wchłaniać) i nie pozostawia żadnej warstwy na ciele (dziewczyny piszą, że są lepkie od tego mleczka). Piękny zapach umila mi szybkie poranki w biegu, ale niknie po godzinie i nie gryzie się z perfumami. Używając tego produktu oraz masełka Full Mellow zapewnia mi ciągłe nawilżenie oraz odżywienie skóry na najwyższym poziomie. Mogę z czystym sercem dać temu produktowi 4,5 punkta na 6. Niestety cena standardowa odstrasza, ale możliwe, że gdy wykończę zapasy balsamów i będzie promocja na niego to zakupię i świetnie będzie dopełniało moją pielęgnacje ciała.

A wy miałyście ten produkt? Polubiłyście się z nim? A może należycie do przeciwniczek tego mleczka? Dajcie znać.!

No i trzymajcie kciuki, żebym odzyskała internet! Bo smutno mi bez pisania na bieżąco notek, a muszę wam opowiedzieć o spotkaniu blogerek na którym ostatnio byłam! I w końcu powiedzieć wam o moim idealnym szamponie i kuracji, która spowodowała, że włosy myję rzadziej! No i jeszcze pokazać wam idealny peeling, denko, ulubieńców i W OGÓLE TYLE MAM WAM DO POWIEDZENIA, a niestety no brak internetu powoduje, że korzystam z tego co ze zdjęć mam na telefonie...