Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masło shea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masło shea. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 marca 2015

Bomb Cosmetics, Malinowe masło do ciała

Jeśli miałabym wybrać typ ulubionego smarowidła do ciała to bez wątpienia byłoby to masło! Świetne nawilżenie i cudowne zapachy. Czego chcieć więcej? No cóż niestety nie każde masło jest tak idealne. A dzisiaj poznacie kolejną pozycję, którą wypróbowałam na swoim ciele. Gotowe na poznanie malinowego masełka?


Opakowanie to jak u Bomb Cosmetics bywa jest identyczne jak inne. Prosty kubeczek, przypominajacy ten od lodów. Szata graficzna przykuwa oko i jest taka radosna!  Masła w słoiczkach/kubeczkach to dla mnie najlepsze rozwiązanie, bo nie ma żadnego problemu by je wydostać (miałam masło do ciała w tubce i wierzcie mi był to dramat!).  Na moim opakowaniu nie ma naklejki po polsku, dlatego nauka angielskiego w takich przypadkach jest ważna : )


Skład jest przyjemny i nie uświadczymy tu parafiny. Jednak jedyne co mnie martwi to ten zapach tak wysoko w składzie! Mamy tu masło shea, emulgator, kolejny emulgator, zapach, konserwant, olej ze słonecznika, substancja filmotwórcza, dalej mamy substancje w tak małych ilościach, że nie wiem czy warto o nich wspominać, bo jest ich mniej niż 1%.. Przy końcu znajdziemy jeszcze olejek ylang yang oraz jaśminowy.


Co do zapachu to muszę przyznać, że jest wprost bajeczny! Tak dokładnie pachną lody malinowe! I serio, gdyby jeszcze miało taki smak to zapewne skończyłoby w mojej buzi! Konsystencja jest bardzo treściwa, gęsta jednak nie zajmuje mu dużo czasu wchłanianie. Jedyne co mi przeszkadza w konsystencji tego masła poznacie w działaniu. I wiecie nie wiem czy tylko ja tak mam, ale masło mi schodzi natychmiastowo, gdybym się codziennie nim smarowała to by wystarczyło na max 2 tygodnie. 


Z dostępnością kosmetyków tej marki jest niezbyt dobrze. Niestety znajdują się w nielicznych sklepach internetowych i rzadko kiedy w stacjonarnych. Ja swoje mam z Zielonej Mydlarni w Katowicach, ale niestety wycofali się ze sprzedaży tych kosmetyków. Masło kosztuje 40 złotych, co w sumie przekładając na wydajność nie jest zadowalającym wynikiem.


Najważniejsze jednak jest działanie. I w sumie nie mogłabym się do niczego przyczepić. Dzięki 30% zawartości masła Shea świetnie nawilża i wygładza skórę. Pozostawia ją miękką w dotyku nawet na dwa dni.  Zapach utrzymuje się na skórze bardzo długo i cała pościel i piżamka nim pachnie. Mimo dość treściwej konsystencji masło świetnie rozprowadza się na skórze i szybko wchłania. Zapewne zastanawiacie się gdzie jest tu haczyk? Masło ma być "rozświetlające", "nadające blasku". Na stronach sklepów, które sprzedają te masło jest napisane, że jest w nim drobiniutki złoty brokat, który ma dodać elegancji? I wiecie co? To nie jest drobniutki brokat! W żadnym wypadku, to normalny chamski brokat i to w kolorze różowego złota. Zamiast wyglądać to przyjemnie dla oka, wygląda tandetnie. W sumie Caryca też nie jest tym faktem zachwycona, bo za każdym razem chodzi z brokatem na futrze. Co gorsza migruje on wszędzie! Nie tylko z mojego ciała na Carycę, ale na moje ubrania, twarz, ludzi spotkanych na uczelni. W świetle dziennym mam wrażenie, że wygląda to bardziej jak brud, niż jak brokat. Niestety to przekreśla u mnie całkowicie ten produkt, bo ani ja ani mój kot nie jesteśmy zadowolone z tego, że błyszczymy. Taki drobny mankament, a u mnie przekreślił to masło. Niestety fajne opakowanie, cudowny zapach, świetna konsystencja, bardzo dobre działanie. A cena i ten okropny brokat przekreśla wszystko. Na zdjęciu poniżej pokazałam wam ile brokatu uzyskujemy z małej ilości produktu. Ah i zapomniałam ten brokat jest tak diabelski, że nie chce się zmyć pod prysznicem!


Widzicie to?! Jakaś totalna masakra! Jednak jeśli potraficie żyć z brokatem to może warto rozpieścić się takim smarowidłem? A może miałyście to masełko?

Pamiętajcie też o rozdaniu na moim blogu! Czasu zostało już niewiele! 


czwartek, 5 marca 2015

Regenerujący zabieg na dłonie

Moje dłonie nie mają ze mną lekko. Niestety nie lubię używać rękawiczek do sprzątania, a jak mam umyć 3 naczynia to po co mam też wkładać rękawiczki? W dodatku fakt, że mam kota oraz na niego uczulenie też nie pomaga. A zima + niechęć do ciepłych rękawiczek tylko pogarsza sprawę. Aktualnie 1/4 mojej prawej ręki się sypie, a ja nie mogę posmarować jej kremem, bo chirurg mi zabronił smarować mojej rany.. Coś czuję, że jak już będę mogła, to ręka mi uschnie na wiór! 


Jednak do momentu, gdy obie ręce miała sprawne, moim dłoniom fundowałam co jakiś czas mini spa regeneracyjne na noc. Jesteście ciekawe jak szybko i w łatwy sposób zapewnić sobie silną regenerację suchym i zniszczonym dłoniom? To zapraszam!



Co będzie wam potrzebne?
- Masło Shea
- Masło Kakaowe
- Olej kokosowy
- dowolny płynny olej - w moim przypadku to olej pistacjowy, ale również może być to oliwa z oliwek
- może również być mocznik, gliceryna lub inne półprodukty
- rękawiczki bawełniane lub inne materiałowe (w moim przypadku rękawiczki z materiału Evolon)


Jak wykonać magiczną mieszankę?
W kąpieli wodnej rozpuszczamy po ok 1-2 łyżeczki każdego z maseł oraz olejów. Dodajemy na oko innych półproduktów zgodnie z potrzebami. Musimy ostudzić nasz płyn tak by się nie poparzyć. Jeśli się okaże, że konsystencja jest za bardzo zbita po lekkim wychłodzeniu to należy jeszcze raz rozpuścić wszystko i dodać trochę płynnego oleju lub też gliceryny/soku aloesowego/.... Gotową miksturę nakładamy na dłonie, dość grubą warstwę i wmasowujemy. Następnie nakładamy nasze rękawiczki i jesteśmy gotowe do snu. Po nocy nasze dłonie są świetnie zregenerowane i nie widać po nich tych wszystkich złych rzeczy, które im kiedyś wyrządziłam. 

Jakie rękawiczki wybrać?
Nie polecam takich zwykłych ciepłych rękawiczek solo. Raczej jeśli nie chcecie inwestować w specjalne rękawiczki do spa dłoni to polecam dłonie opakować w folię spożywczą, a na to dopiero rękawiczki. 
Jeśli jednak wolicie wygodne rozwiązania to polecam rękawiczki do SPA dłoni, których cena zaczyna się już od 10 złotych. Cena niewielka, a efekt was zapewne zadowoli. W moim przypadku są to rękawiczki DERMASOVA, które są przeznaczone dla osób dotkniętych różnego typu alergiami, azs czy też innymi chorobami skórnymi. Są uszyte ze specjalnego materiału, który ma właściwości antyroztoczowe, antybakteryjne oraz zapobiega rozwojowi grzybów. Czemu to dla mnie takie ważne? Jak już zapewne przeczytałyście mam alergię na koty. Aktualnie przeżywam już tylko alergię kontaktową. Niestety podrażnione dłonie + kot w moim przypadku = opuchnięte dłonie. Dlatego w rękawiczkach bawię się aktualnie z Carycą, zawsze wtedy gdy jest coś z nimi nie tak, lub nasze zabawy stają się niebezpieczne. I jeśli macie podobny problem z alergią to polecam, bo rękawiczki mimo częstego prania trzymają się i mają się dobrze !

A wy fundujecie swoim dłoniom naturalne mini spa? Czy raczej ograniczacie się tylko do kremów? 
A może macie jeszcze jakieś pomysły jak radzić sobie z alergią na nasze kochane sierściuchy? 

Wyprzedzając wasze pytania: tak mam alergię na koty, byłam tego świadoma adoptując Carycę. Byłam również tego świadoma, że będzie ciężko. Ale wierzcie mi, że ta miłość, którą ona mi daje pomaga mi w walce. Aktualnie uważam, że jest już mega dobrze i jestem dumna z siebie, że przezwyciężyłam alergię!

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Palmer's, Krem do biustu

W Krakowie jest ostatnio taka ładna pogoda, że zastanawiam się czy przez przypadek nie idzie do nas wiosna! Oby śnieg tu nigdy nie spadł, bo inaczej umrę i będę musiała zasnąć w łóżku do czasu kiedy się nie ociepli! 

Pewnego czasu wam napisałam, że znalazłam świetny krem do biustu. Tak ! I nie ukrywam to najlepszy krem do biustu jaki używałam. Ale o tym przeczytacie poniżej. 


Krem do biustu Palmer'sa znajduje się w plastikowej tubce o prostej szacie graficznej. Tubka stoi na klapce, która się nie odrywa, a i paznokci na niej nie stracimy. Tubka zapakowana jest w kartonik, na którym umieszczone są wszystkie ważne informacje w języku polskim i podejrzewam, że czesku.


Skład jest naprawdę przyjemny! Na początku mamy masło kakaowe, masło shea, kolagen, elastyna, witamina E, Proteiny sojowe. Nie znajdziemy tu parabenów, czy też dodatkowych zapachów. Wielki plus i uważam, że nie ma żadnych przeciwskazań, by używać go np w trakcie ciąży.


Zapach tego kremu jest obłędny! Pachnie podobnie do kakao, a jeśli miałyście masło kakaowe, to wiecie dokładnie jak to pachnie. Po prostu kakao z maślaną nutą. Całe szczęście, że utrzymuje się trochę na ciele, bo nie ukrywam, że najchętniej cała bym tak pachniała!


Konsystencja jest dość gęsta, jednak nie ma problemu z wydobyciem kremu z tubki. Jest treściwy, ale nie zostawia nieprzyjemnego filmu na skórze i bardzo szybko się wchłania. Jest całkiem wydajny, bo używałam go 1,5 miesiąca, co dla mnie jest to całkiem dobry wynik, ponieważ używam go 2 razy dziennie. Zasługą tej wydajność jest fakt, że nie jest to typowy krem, a bardziej kremożel? Treściwy kremożel? To chyba dobra nazwa!


 Za 125g tego produktu zapłacimy ok. 30 złotych. Ja czekam na promocje w Super Pharm, żeby móc kupić zapas tego specyfiku na jakiś czas. Jednak wiem, że niektóre z was cena ta może odstraszyć.


Co do działania to już wiecie, że mi przypadł bardzo do gustu. Krem ten świetnie nawilża biust. Uelastycznia skórę, która przechodzi duże wahania wagi. Aktualnie moje wahania to +/- 7 kilo przez co jestem pewna, że skóra stałaby się zwiotczała, a tu miła niespodzianka. Nie podrażnia, ani nie uczula. Co ważne nie powoduje wyprysków na dekolcie, czy innych miejscach narażonych na to. Skład przemawia za tym, by używać go w ciąży i zabezpieczyć skórę biustu przed niechcianymi rozstępami. Uważam, że każda z nas powinna pamiętać o pielęgnacji skóry biustu, która jest delikatna i cienka. Po zużyciu całego opakowania mogę napisać, że skóra minimalnie się napięła, a owal biustu jest lepszy niż przed. Nawet jeśli trzeba na niego trochę więcej wydać niż na przeciętne produkty tego typu to warto! Bo jest wart grzechu!


Pamiętajcie dziewczyny - DBAMY O BIUST ! Bo po nim też widać uciekające lata życia i to głównie po nim widać czy stosujemy jakieś diety czy nie : )

Używałyście? A może znacie jakieś dobre produkty do biustu, który pomoże w walce o piękny biust?

piątek, 26 września 2014

Organiczne, nierafinowane masło Shea z Ghany

 Dzisiaj wstałam wyjątkowo wcześnie! Budzik mnie budził tylko 3 godziny! Więc już mamy sukces! W dodatku pochwalę się wam, że zostałam Stałą Ambasadorką Full-Mellow ! Więc moje kuszenie będzie jeszcze częstsze niż było dotychczas, bo z zamawiania nie zrezygnuję <3 No ale okej! Przejdźmy do dzisiejszej notki!
Pamiętacie ostatnich ulubieńców? Wtedy wam pisałam, że pokochałam dwa naturalne kosmetyki no i dziś o jednym z nich - masło Shea. Znacie? Lubicie?

Opakowanie
Moje masło ukryte jest w plastikowym kubeczku z wieczkiem, które się nakłada i wciska (mam nadzieję, że wiecie o co chodzi : ). Na opakowaniu jest naklejka, ale niestety ona szybko się wyciera i już nie zobaczymy co na niej jest napisane : c

Od producenta

Skład
100% nierafinowane masło shea

Zapach
To naturalny kosmetyk, dlatego nie ma sztucznych zapachów. Zapewne większość z was wie jak pachnie masło Shea. To delikatny zapach masła, ale przełamany pewną słodkością, a zarazem czymś ostrzejszym. Nie jest on intensywny i przynajmniej mi nie przeszkadza.

Konsystencja, wydajność
Masło Shea jest gęste, zbite i dopiero pod wpływem ciepła się rozpuszcza. Nie trzeba go wiele, bo tak naprawdę wystarczy nabrać odrobinę by posmarować naprawdę duże powierzchnie. Moje masło ma termin do grudnia 2015 i mam nadzieję, że do tego momentu zdążę je zużyć, bo jest bardzo wydajne! Zresztą na zdjęciach na niebieskim tle widać zużycie po dwóch miesiącach, używania masła na włosy, ciało, stopy, dłonie, twarz i pod oczy!
 Dostępność, cena
Masło Shea dostaniecie w wielu miejscach, jednak moje pochodzi ze strony gaj-oliwny. Tutaj 200g masła Shea kosztuje teraz w promocji 28,99. Co myślę, że nie jest dużym wydatkiem, jeśli przełożymy to na wydajność.
Działanie, opinia
Jeśli miałabym wybrać tylko jeden kosmetyk, który zostanie ze mną do końca moich dni to bez wątpienia bym wybrała masło Shea. Nie znam drugiego, tak wielofunkcyjnego produktu! Najbardziej zadowolona jestem z jego działania pod oczy i na stopy. Jest to kosmetyk w 100% naturalny, dzięki czemu nie podrażnia moich oczu, a w dodatku daje mu najlepsze nawilżenie jakie można zapragnąć. Skóra pod oczami staje się jędrniejsza, a w dodatku mam wrażenie że niweluje cienie i worki pod oczami, bo są co raz mniejsze! Teraz nie potrzebuję już dwóch kremów pod oczy na raz, po prostu na dzienny krem nakładam masło shea. Drugi plus zauważyłam całkiem niedawno. Niestety odkryłam swoją alergię na kwas mlekowy. Gdy zrobiłam sobie tonik i przemywałam nim twarz, miałam wrażenie że pali mi ją. No cóż okazało się też, czemu krem z BANDI mnie popalił. Moja twarz dlatego w ciągu ostatnich dni cierpi nawet, gdy dotknę ja wodą.. A o kremach to nie ma mowy.. W tym czasie oprócz maseczki z Natura Syberici z pomocą przychodzi masło Shea, które jest na mojej twarzy przez cały czas jak jestem w domu. Dzięki niemu moja twarz się regeneruje. Z dnia na dzień mniej skóra mi linieje (jestem wężem!!!), a kremy na noc odeszły w odstawkę. Moje stopy łatwo ze mną też nie mają (na prawdę ciężkie życie mają). Jestem jedną z tych co uważa, że im wyższe buty tym ładniejsze, a jak już chodzę na płaskim, to w buciorach w których chodzę dość szybko i dużo. Dlatego potrzebują silnej regeneracji, którą jak na razie tylko jeden krem im zapewnił. Jednak, gdy się skończył trzeba było też wypróbować o to masło Shea - efekty? Zregenerowane stopki! Na prawdę polecam! Jeśli mnie znacie to też wiecie, że najchętniej wszystko bym na włosy nałożyła. No cóż, nie było inaczej w tym wypadku! Rozpuściłam odrobinę i nałożyłam. Efekt? Miękkie, błyszczące włosy! A na ciele to już chyba nie muszę nikomu mówić jak się spisuje, prawda?

Jak widzicie to mój mały skarb, z którym już chyba nigdy się nie rozstanę! I obowiązkowa pozycja w mojej łazience. A wy polubiłyście masło Shea? Czy jeszcze jakimś cudem nie miałyście z nim kontaktu?

wtorek, 2 września 2014

Ulubieńcy sierpnia, czyli 5 wspaniałych

Czas na moich ulubieńców sierpnia. Sierpień to był taki miesiąc, gdzie głównie siedziałam w domu i się uczyłam (eh..wrzesień), dlatego też nie zobaczycie w tym zestawieniu dużo kolorówki. W tym miesiącu większość ulubieńców to pielęgnacja, której się poświęciłam. Ciekawe co podbiło moje serce w tym miesiącu? To zapraszam!

 Tak o to przedstawia się cała gromadka : )

 Joko, Ageless anti wrinkle foundation - podkład wpadł w moje ręce na spotkaniu w Katowicach i uznałam, że jeśli jestem trochę opalona to go przetestuję, gdy kolor mi pasuje. I wiecie co? Polubiliśmy się! Podkład trzyma się cały dzień na mojej mieszanej buzi. Wraz z pudrem z Quiz utrzymywał mat ok. 6 godzin. W dodatku nie tworzy efektu maski, a naprawdę świetnie kryje. Bardzo chętnie kupię jaśniejszy kolor, żeby używać na zmianę z Celią : )
 Pharmaceris, krem Peelingujący z 5% kwasem migdałowym - to efekt wymianki na spotkaniu. Pomaga mi w dojściu do normalności cery po przygodzie z tragicznym w skutkach spotkaniu z kremem Iwostin. Z dnia na dzień twarz wygląda co raz lepiej i myślę, by kupić teraz tą mocniejszą wersję. : )
 Organique, Anti-Age Hair Mask - maska legenda i wiecie co? Nie dziwię się! Jest warta każdej złotówki wydanej na nią. Przepięknie pachnie, a w dodatku zmienia włosy diametralnie. W tak dobrej kondycji to ja już dawno włosów nie miałam. To na pewno będzie hit roku, a recenzja będzie w tym miesiącu : ) Jeśli o niej myślicie to kupujcie. Ja swoją kupiłam w Zielonej Mydlarni w Katowicach : )
 Organiczne, nierafinowane masło Shea - nigdy nie sądziłam, że taką miłością pokocham masło Shea. Używam jako krem pod oczy na noc, dodaję do mieszanek olejowych na włosy, stosuję do dłoni, stopy i na usta. Podejrzewam, że jak się skończy to kupię kilka kilogramów i odpuszczę sobie wszelkie balsamy : )
Naturalne, nierafinowane masło kakaowe - tak naprawdę nie wiedziałam co ja mam z nim zrobić. Jest twarde i nie roztapia się pod wpływem ciepła skóry. I co zrobiłam? Rozpuściłam i nałożyłam włosy. Wiecie co? Nawet olej kokosowy nie działa tak świetnie. Włosy są miękkie, gładkie i lśniące. Wydaje mi się, że również stają się bardziej elastyczne. To masło również powoduje, że moje włosy są bardziej falowane niż zwykle. Dlatego musiał się tu znaleźć.

A wy znacie, któryś z moich ulubieńców?

piątek, 25 lipca 2014

The Secret Soap Store, Shea Line Foot Cream

Ręka do góry kto nie lubi kremów do stóp! Nienawidziłam kremować stóp, chyba to była jeszcze gorsza rzecz niż balsamowanie i wiecie co? Do czasu! Kiedy zauważyłam, że jednak to całe kremowanie coś daje. Przez ostatnie dwa miesiące wyrobiłam w sobie nawyk kremowania i już nigdy nie zrezygnuję. Dzisiejszym bohaterem notki jest krem od The Secret Soap Store, który był w moich ulubieńcach maja i czerwca. Co więcej mogłabym powiedzieć, że w ulubieńcach lipca też mógłby być. Jedyne za co przeprasza to to, że zdjęcie już jest wymęczonej bardzo tubki, ale po prostu zapomniałam zrobić mu na początku zdjęcie : ) Po tych peanach pochwalnych zapraszam was na pełną recenzję.
 Opakowanie
Krem zamknięty jest w metalowym opakowaniu, na którym niestety nie znalazłam składu, ale to dlatego, że posiadam wersję testerową. W normalnej wersji jest inna naklejka przednia, a produkt zapakowany jest w pudełeczko.

Skład
Już na drugim miejscu jest masło Shea, którego jest aż 15%, potem mamy glicerynę, mocznik, Olej avocado. Dalej znajdziemy lecytynę, alantoninę. Najlepszy skład kremu do stóp jaki widziałam.

Aqua, Shea Butter, Ceteareth-20, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Glycerin, Parfum, Urea, Avocado Oil, Dimethicone, Acrylamide/Sodium Acrylate Copolymer, Trideceth-6, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Alantoin, Benzoic Acid, Dehydroacetic Alkohol, Phenoxyethanol, Poliaminopropyl, Biguanide, Ethylhexyglycerin, D-Limonene, Citral, Linalool.

Od producenta
Krem do pielęgnacji suchej skóry stóp. Dzięki wysokiej 15% zawartości masła Shea, jest znakomitym kosmetykiem dla każdego rodzaju naskórka. Po aplikacji skóra jest zregenerowana, gładka i delikatnie natłuszczona. Dodatkową zaletą jest delikatny, cytrynowy zapach
 Zapach
Tak jak producent mamy tu do czynienia z zapachem cytrynowym. Nie jest on tak sztuczny jak w większości kremów do stóp. (i tu pytanie dla was, czemu 90% kremów do stóp ma zapach cytryny, a nie np. arbuza?!) Nie jest nachalny, a w dodatku nie utrzymuje się na skórze, dzięki czemu nawet wrażliwym nosom nie będzie przeszkadzał.

Konsystencja, wydajność
Krem jest bardzo gęsty! Nie jest to typowy krem, a naprawdę gęste mazidło, które można by nawet nazwać masłem do stóp. Jednak mimo swojej gęstości, zadziwił mnie szybkim wchłanianiem i po 10 minutach po aplikacji naprawdę grubej warstwy na stopy mogę spokojnie przejść się do kuchni po wodę na dobranoc. Krem wystarczył mi na 2 miesiące, ale nie ukrywam, że go nie oszczędzałam.

Cena, dostępność
W Krakowie mamy to szczęście, że możemy kupić kosmetyki The Secret Soap Store stacjonarnie w Galerii Krakowskiej w nowym pasażu. Jednak wiem, że nie wszyscy mieszkają w Krakowie, dlatego krem można dostać TUTAJ za 20,99.

Działanie, opinia
Jak już wiecie krem był w moich ulubieńcach i to nie przez przypadek. Od chodzenia na niemiłosiernie wysokich koturnach i obcasach moje stopy były w ciężkim stanie, naprawdę potrzebne im było dobre nawilżanie (i złuszczanie - ale tu skarpetki nie dały sobie rady...). Ten krem spowodował, że każdego dnia budziłam się z co raz lepszymi stopami. Stały się nawilżone, odżywione i delikatne. W dodatku lepiej się również mają moje paznokcie, które też dostały sporą dawkę odżywienia. Dzięki temu kremowi nie pamiętam już ciągle pękających pięt, czy też poduszeczek z przodu :) Nie widać też suchych placków. Czas idealny na pokazywanie stópek w sandałkach no i mogę je pokazywać bez przeszkód. Krem ma ode mnie 6 punktów na 6. Ustanawia go jak na razie w pozycji ulubionego kremu do stóp i jest jednym z ulubionych kosmetyków roku 2014. W zapasach mam jeszcze parę kremów i jeszcze jeden chcę wypróbować, ale do tego wrócę!
A wy miałyście ten krem? Co o nim myślicie? No i jeszcze niech mi ktoś wytłumaczy, czemu ten zapach cytryny jest w każdym kremie do stóp!

czwartek, 8 maja 2014

DeBa, balsam regenerujący do włosów

Pod moją ostatnią aktualizacją włosową, wszystkie z was, które przeczytały post, za co bardzo dziękuje :* stwierdziłyście, że olej arganowy rzeczywiście nie sprawdza się u mnie - celem tej notki oprócz aktualizacji włosowej, miało też wam pokazać, czemu ja oleju arganowego nie lubię. Część z osób też mi napisało, żebym użyła oleju arganowego, to wtedy będę miała lepsze włosy - tym z was nie dziękuje, bo nawet tytułu nie chciało wam się przeczytać : c
Ale wracając do tematu arganu i produktów arganowych na moich włosach. Ani czysty olej, ani żadna maska z dodatkiem oleju arganowego się u mnie nie sprawdziła. Jednak jest taka jedna odżywka, która naprawdę mnie oczarowała no i ma w składzie olej arganowy! Ale z racji, że jest dalej w składzie niż masło shea i olej z migdałów, to one efekt puszenia niwelują. O odżywce nawet pisałam kiedyś w ulubieńcach i to było chyba w październikowych. Ale postanowiłam coś o niej napisać, bo przecież nie może zostać bez recenzji - ta naprawdę dobra odżywka ! Ciekawe czemu ją lubię to zapraszam!

 Opakowanie
Duża, 400 ml butelka wykonana z plastiku. Dozownik taki na klik, dzięki czemu otwieranie nawet mokrymi dłońmi nie jest uciążliwy. Minusem może być fakt, że nie widzimy ile produktów nam zostało.

Od producenta

Skład

Dość wysoko znajdujemy masło shea i olej z migdałów, a za zapachem dopiero olej arganowy, co dla mnie jest przeogromnym plusem! Im go mniej tym lepiej : ) A nawet znajdziemy kwas mlekowy.

Zapach
Delikatny, nie narzucający się. Pachnie dla mnie takimi słodkimi kwiatami, jednak dodatkowo wyczuwalny jest lekki kwaskowaty zapach. Zapach nie zostaje po spłukaniu na włosach.

Konsystencja, wydajność
Balsam jest dość rzadkim produktem, który lubi nam czasem uciec z dłoni przy nakładaniu. Jednak pomimo tego jest mega wydajny, Ja go stosuję regularnie od ponad miesiąca, a wcześniej stosowałam raz na tydzień/dwa tygodnie od października, a nadal butelka jest ciężka.

Dostępność, cena
Ja swój egzemplarz i jeszcze drugi na zapas kupiłam w biedronce za jakieś 6 złotych, jednak promocja minęła, a odżywki nie wróciły. Dlatego możemy je kupić tylko przez internet za ok.8 złotych.

Działanie, opinia
Jak już wiecie, bardzo się polubiliśmy. Odżywka wygładza włosy i stara się je ratować po zastosowaniu oleju arganowego. Dzięki niej jestem również w stanie zużyć bananową odżywkę z The Body Shop, która w ogóle się u mnie nie sprawdziła. Nie obciąża włosów i nie przyspiesza przetłuszczania ich. W dodatku włosy są miękkie w dotyku i błyszczą! Nie ma żadnych problemów z rozczesywaniem włosów. Ma wszystko to czego oczekuję po odżywkach. Jeszcze gdyby była łatwiej dostępna...Jestem pewna, że gdy znów wróci do jakiegoś stacjonarnego sklepu, to kupię jej zapas, chyba że w między czasie znajdę jeszcze lepszego osobnika, dzięki któremu uzyskam efekt jeszcze lepszych włosów.

A wy próbowałyście jej? Jakie są wasze odczucia?
A drugie pytanie, czy chciałybyście co jakiś czas posta z moją kolekcją kosmetyków?

Trzymajcie się cieplutko i do jutra : *

poniedziałek, 3 lutego 2014

Bandi, kojący krem dla skóry tłustej

Dzisiaj słów kilka o kremie, który zakupiłam na targach kosmetycznych w listopadzie. Od tamtego czasu, krem ten mi towarzyszy codziennie, jeśli nie nawet 2 razy dziennie i jak na razie dobrze się sprawuje. A, że to już jego ostatnie chwile to czas  o nim napisać.
Na targach kupiłam małe trio z Bandi, czyli ten krem, krem złuszczający na noc (który zrobił mi na twarzy masakrę) oraz maseczkę drożdżową (która jest zachwalana, a niestety nic nie robi..)

Jeśli jesteście zainteresowani co myślę o kojącym kremie BANDI to zapraszam.

Opakowanie
To na pewno duży plus kremu. Wygodne 50ml opakowanie typu airless. Pompka nie zacina się, a kosmetyk nie wylewa się za dużo. A za jednym wciśnięciem mamy odpowiednią ilość kosmetyku na raz(aktualnie przy bardzo suchej skórze daję dwie pompki)
Zapach
Jest wyczuwalny, lekko owocowy (brzoskwiniowy?) z dodatkiem kwiatów. Mi on się podoba, jednak jeśli, ktoś z was nie lubi zapachu pod nosem to nie polecam - chociaż zapach ulatnia się dosyć szybko.
Skład
Masło Shea już na drugim miejscu w składzie.Zaraz za nim silikon, proteiny pszeniczne oraz hydrolat z oczary wirginijskiego, panthenol, ektrakt z korzenia lukrecji (rozjaśnia i łagodzi podrażnienia).Gdyby nie ten silikon to skład byłby bardzo dobry.
Konsystencja, wydajność
Jest to lekki krem, który dzięki właśnie tej swojej lekkości jest całkiem wydajny.

Dostępność
Jak na razie nie widziałam nigdzie kosmetyków BANDI dostępnych stacjonarnie, ale można zakupić ich kosmetyki na targach kosmetycznych oraz przez ich stronę <klik>
Działanie/Opinia
Kremu tego używam już od listopada, a nadal go jeszcze trochę mam, dlatego wielki plus za wydajność. Podczas całego czasu użytkowania nie pozapychał mi porów i nie powodował przesuszenia. Był na tyle delikatny, że mogłam go stosować, gdy krem na noc z BANDI mnie poparzył/uczulił. Niestety nie jest to silnie nawilżający krem jaki bym potrzebowała aktualnie na silnie przesuszoną skórę.Ale na lato uważam że jest ideałem.W trybie ekspresowym się wchłania nie zostawiając, żadnej powłoczki. Idealnie sprawdza się pod makijaż, nie powodując jego zrolowania. Myślę, że powrócę do niego w lato, by zobaczyć czy faktycznie na lato też będzie dobry.
Daję temu kremu 4/6 punktów, ale to tylko dlatego, że na zimę nie jest on ideałem.

Co myślicie o tym kremie? Miał już ktoś z was ten krem? A może spróbujecie go na lato?