Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling do ciała. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 lipca 2015

Farmona, Tutti Frutti cukrowy peeling do ciała papaja&tamarillo

Nie mam serca kolejny raz was przepraszać. Jak część z was wie byłam w szpitalu, teraz dopiero dochodzę do pełnego zdrowia  i czas wrócić do życia, skoro dostało się drugą szansę. Prawda?  Plus mojej nieobecności jest taki, że jeśli codziennie nie będę pisała to nigdy nie nadgonię zaległości. Czas wrócić do was, bo powiem wam szczerze - tęskniłam za pisaniem! Teraz tylko trzymajcie kciuki, żeby mi się mój telefonktóryjestjedynymmoimaparatemnierozleciałsiędokońca! : ) 

Dzisiejszym bohaterem jest produkt, którego zazwyczaj zużywam najwięcej w swojej łazience. Czy propozycja od Farmony mnie urzekła? Czy warta jest mego serca? Zapraszam!


Co do opakowania to naprawdę nie przyczepię się do niczego. Wygodny, wielki słój z zakrętką jest dla mnie najlepszą opcją jeśli chodzi o peelingi do ciała. Nie ma żadnego problemu z odkręcaniem, a dozowanie produktu zależy tylko i wyłącznie od nas. Minus jedyny taki, że trzeba mieć suche ręce. Naklejki trzymają się mocno i nie odpadają, wyglądając do samego końca bardzo estetycznie.


Skład już taki świetny niestety nie jest. Na pierwszym miejscu mamy parafinę, której nie cierpię w peelingach. Potem mamy dopiero cukier, pegi, więcej pochodnych ropy naftowej, triglicerydy, jeszcze więcej pochodnych ropy, zapach i reszta substancji, które są pozytywne, tylko czemu dopiero za zapachem?


Konsystencja peelingu jest bardzo zbita i nie można narzekać na brak drobinek peelingujących. Na całe szczęście nie jest utupiony w płynnej parafinie, bo bywały takie przypadki z toną mazi. Jest dość wydajny dzięki temu, że nie trzeba go wiele aby wymasować poszczególne partie ciała. Dużą zaletą jest zapach. Pachnie jak owocowe landrynki papajowe z dodatkiem kwaśnych nut. Aż ma się ochotę spróbować tego tamarillo, bo podejrzewam, że to właśnie ten owoc daje ten kwaskowaty aromat. To taki typowy produkt na lato, gdzie chcemy pachnieć jak owoce w słońcu! 


Wydaje mi się, że nie ma drogerii w której nie dostaniecie tego produktu. A w każdej z nich cena to ok 15/16 złotych. Cena nie jest wysoka jeśli do tego dodamy naprawdę dobrą wydajność.


Jak już wspomniałam peelingów z parafiną nienawidzę! Zawsze muszę po nich używać drugi raz żelu pod prysznic, dlatego nie mogę wam powiedzieć, czy zapach utrzymuje się na ciele. Jednego jestem pewna ta tłusta powłoczka pewnie zostaje, ale na pocieszenie powiem, że nie jest aż tak źle jak bywało w niektóych przypadkach! Peeling stosowany na mokrą skórę niestety nie daje efektu takiego jak lubię. Z tego też powodu stosuję go na osuszoną skórę ręcznikiem. Chyba, że nie mam czasu to po prostu od razu po wejściu pod prysznic. Masaż wykonany na suchej skórze jest idealny, a zdzieranie martwego naskórka na dość dobrym poziomie. Po takim zabiegu skóra jest delikatna i wygładzona. W powietrzu jeszcze kilka chwil utrzymuje się zapach. I mimo, że zapach jest obłędny (zresztą jak wszystkie wersje zapachowe dostępne w serii tutti frutti) i poziom zdzierania jest na wysokim poziomie, to nie jestem pewna, czy do niego wrócę. Po prostu nie mogę wytrzymać tej parafinowej warstewki, a bez sensu jest żebym ją musiała za każdym razem tak zmywać. Jednak jestem pewna, że jeśli wy ją lubicie/akceptujecie to jest to peeling dla was. I koniecznie wypróbujcie ten zapach - obojętnie czy to będzie masło, czy te małe peelingi!

Może to nie jest mój ideał, ale wakacyjny klimat jest zawsze mile widziany w mojej łazience! Dajcie znać, czy znacie tą wersje zapachową oraz czy znacie te peelingi. 

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Eveline, Balsam z Peelingiem do ciała pod prysznic Argan&Vanilla

Ewidentnie moim ulubionym kosmetykiem do ciała jest peeling. Uwielbiam, gdy po użyciu tego typu produktów skóra jest gładka i delikatna w dotyku. Od peelingów oczekuję mocnego zdzierania, czy w takim razie propozycja Eveline mi pod pasowała?


Peeling zamknięty jest w plastikowej tubce, zamykanej na klips. Ułatwia to życie i zabieranie w podróż, bo kto by chciał słój ze sobą ciągnąć? Klapka dobrze działa i do samego końca trzyma się na miejscu. Otwierając nie łamiemy paznokci, co zapewne jest plusem dla każdej z nas. Szata graficzna jest bardzo elegancka i przyciąga wzrok. Pod koniec trochę trudno wydobyć produkt do końca, ale źle nie jest. 


W takich produktach liczę tylko na to, by nie było parafiny. Tutaj jej nie mamy. Jednak zapach jest już w pierwszej linijce, na 4 miejscu. Trochę słabo, ale co poradzić. Przynajmniej wkurzającej parafinowej warstwy nie zostawia.


 Osobiście jestem zakochana w tym zapachu, jeśli chodzi o ciało. Jest przepiękny! Słodki, bardzo waniliowy! Całkiem jak ciasteczko! Zapach długo utrzymuje się na ciele. Co do konsystencji to balsam ten jest dość gęsty i zawiera w sobie syntetyczne drobinki peelingujące. Niestety nie jest ich za wiele, ale nie roztapiają się w kontakcie z wodą. 

Balsam kosztuje ok 15 złotych i znajdziecie go w każdej drogerii. Wydajność jest całkiem spora, bo używany raz/dwa razy w tygodniu wystarczył na ok 3 miesiące. Tylko, że ja stosowałam go głównie na nogi tylko.  


A teraz co nie co o tym jak się u mnie spisał. Niestety jako peeling nie jest najmocniejszym zdzierakiem jakiego znam, a raczej zaliczyłabym go do produktów masujących. Drobinki nie są ostre, ani duże. W dodatku jest ich niewiele. Jednak muszę przyznać, że jeśli chodzi o działanie jako balsam pod prysznic, to jest pod całkiem dużym wrażeniem. Dobrze wygładza skórę, dzięki czemu gdy się spieszę nie muszę aplikować balsamu. Po czasie skóra nie jest ekstremalnie wysuszona, a nadal jest delikatnie wygładzona i pachnąca. Niestety nie polecam na dłuższą metę, bo skórze (przynajmniej mojej) zaczyna brakować intensywnego nawilżenia. Mam teraz drugie opakowanie, ale zastanawiam się czy nie sprezentować go dla was, bo w sumie w kolejce mam jeszcze balsamy pod prysznic i peelingi. : )

Znacie? Lubicie? A może u was okazał się bublem? Dajcie znać, a ja uciekam tym samym do nauki, bo do obrony zostały tylko 3 tygodnie! 

sobota, 4 kwietnia 2015

Organique, cukrowa pianka peelingująca Ice Tea

Kiedy na blogach nastał szał na peelingujące pianki Organique musiałam też je wypróbować. Efekt tego był taki, że kupiłam i wrzuciłam w kąt. Jednak z racji tego, że ostatnio zamiast kupować co rusz to nowe kosmetyki, zużywam te co mam. Jesteście ciekawi jak sprawdziła wersja Ice tea u mnie?



Jeśli chodzi o opakowanie, to ma tylko jeden mankament. Mały słoiczek, który ma tak nieznośną zakrętkę, że mokrymi dłońmi jest trudno otworzyć go, czy też zamknąć. Jednak opcja słoiczka jest bardzo pomocna, jeśli chodzi o zużycie pianki do końca. Napisy na opakowaniu się nie zmywają,a szata graficzna cieszy oko w dobrym stanie do końca.



Jeśli chodzi o skład, to nie jest zły. A już na samym początku mamy cukier, czyli możemy się spodziewać, że w środku będzie on w dużej ilości!  Oczywiście on naturalny, jednak w takich wypadkach liczy się efekt no i dla mnie zapach!



Konsystencja jest takiej typowej, gęstej pianki. A w niej zatopione jest bardzo dużo kryształów cukru. Pianka pod wpływem wody zmienia się w emulsje. Co do zapachu to jest on całkowicie przyjemny! Delikatnie herbaciany z dodatkiem cytryny! Nawet Yankee Candle ma taki zapach - Early Sunrise! Zapach niestety nie utrzymuje się na skórze. Pianka wystarcza o dziwo na naprawdę długi okres czasu. Bo spokojnie wystarcza na ok 15/20 użyć.


Taki mały 100ml słoiczek kosztuje 19,90, a duża pojemność 200ml to wydatek 35 złotych. Ja swój zakupiłam w Zielonej Mydlarni. Niestety  Zielona nie ma w swojej ofercie już Organique : c


Co do działania to nie jest to może mój ukochany peeling, z racji że do najmocniejszych zdzieraków to mu daleko. Jednak przyjemni masuje skórę, a cukier który jest zatopiony nie rozpuszcza się tak szybko jak w innych peelingach, dzięki czemu nie potrzebujemy jej wiele na masaż  całego ciała. Po zastosowaniu skóra jest przyjemnie gładka, ale nie podrażniona. Dzięki temu, że pianka też ma w sobie właściwości myjące i nie pozostawia, żadnej nieprzyjemnej warstwy na skórze spokojnie nie musimy używać żelu pod prysznic. Jednak z racji, że nie otrzymuje mocnego peelingu, wykonuje go pianką co 2/3 dni. Używając jej pod ciepłą wodą pomagamy zapachowi rozprzestrzenić się na cała łazienkę. 


Z pianką całkiem się polubiłam, jednak nie jest to produkt, do którego bym wróciła. No dobra może do innej wersji zapachowej, bo ta pinacolada to mnie kusi : ) Miałyście? Polubiłyście?

I jeszcze chciałabym wam życzyć szczęśliwych i rodzinnych świąt! <3

czwartek, 4 grudnia 2014

Bielenda, peelingi do ciała fruit bomb Arbuz oraz Papaja

Przyznaję się bez bicia, dzisiejszy dzień jest fatalny! Dzisiaj odebrałam nowe buty (NA PŁASKIM) i od razu skręciłam staw skokowy, dlatego musiałam wygrzebać jakieś zdjęcia na dysku, bo na razie uczę się żyć i funkcjonować z ortezą i kulami i piekielnie bolącą nogą.  Jednak nie o mojej biednej nóżce dzisiaj, a o peelingach Bielendy, które jakiś czas temu można było kupić w Biedronkach. Myślałam, że będzie to odpowiednik linii profesjonalnej, ale czy tak się stało?


Uznałam, że w przypadku tych dwóch produktów nie ma sensu pisać osobnych recenzji a czemu? Bo działanie mają niemal identyczne. Produkty te umieszczono w mały plastikowych słoiczkach, które cieszą oko z racji energetycznych kolorów. Na każdym z nich jest zdjęcie soczystego owocu, który przyciąga wzrok.


Niestety, chyba bardziej podoba mi się szata graficzna profesjonalnej serii, która jest prosta i elegancka. Jednak to nie jedyna różnica, między nimi a profesjonalnymi.


Na plus trzeba zaznaczyć, że każde z opakowań jest zabezpieczone folią ochronną, dzięki czemu wiemy, że żadna niechciana łapka nie odwiedziła naszego peelingu wcześniej.


Składy niby podobne, bo bazują na parafinie, jednak w wersji Papajowej mamy ekstrakt z papai, a w arbuzowej tego brakuje. Wersja Arbuzowa ma w sobie olej avocado, a Papaja oliwę z oliwek.  Na pewno nie są to produkty naturalne, czy też takie o świetnych składach.


Na obu produktach producent obiecuje to samo w opisie. No cóż, przecież miały dawać inne efekty, prawda?


Konsystencja obu peelingów jest bardzo gęsta. Drobinki cukru zatopione w masie parafinowej. Standard w drogeryjnych peelingach. Jednak konsystencja wersji Papaja była bardziej zbita niż arbuza. Niestety oba peelingi wystarczyły na tydzień (peelinguję się po co 2 dni). Nie powaliła mnie powiem wam wydajność. No ale mówi się trudno.


Zapachy były przyjemne, jednak arbuz o wiele bardziej mi się podobał, bo pachnie tak jak wersja profesjonalna. W dodatku ARBUZOWE ZAPACHY KOCHAM! Niestety zapach się nie utrzymuje nad czym bardzo ubolewam.


Peelingi te nie są dostępne na stałe w żadnej drogerii, a ja je kupiłam jakiś czas temu w Biedronce za 6 złotych. Jednak bardziej się opłaca zainwestować w wersję profesjonalną.


No dobra, może nie wszystko jest takie fajne jakbyśmy chciały, ale czy działanie było na tyle dobre, że chciałabym dłuższej znajomości? Stanowczo nie. Niestety peelingi te były bardzo słabe i wcale nie zdzierały tak jak chciałam. W dodatku drobinki cukru strasznie szybko się rozpuszczały, przez co masaż był bardzo szybki. Zostawiały parafinową warstwę na skórze, którą musiałam zmywać żelem pod prysznic, bo chyba bym nie wytrzymała być tak oblepiona. Skóra była minimalnie wygładzona po tym zabiegu, ale nie tak jak oczekiwałam. Czy wrócę? Nie! Działanie, parafina i wydajność na wielki minus!


A wy byłyście z nich zadowolone? A może wersja winogronowa była lepsza i teraz powinnam żałować, że jej nie wzięłam?

niedziela, 26 października 2014

Bielenda, Cukrowy Peeling do ciała Zmysłowa Wiśnia

Niestety zajęcia do 20 dzisiejszego dnia uniemożliwiają mi normalne funkcjonowanie, ale trzeba z tym żyć i na zapas napisać notkę : ) W ten sposób dzisiaj wam opowiem o peelingu, który stanowił duet do mojego ulubionego masełka do ciała ostatniego miesiąca. A czy peeling dostanie miano mojego ulubieńca?


Opakowanie
To standardowy, odkręcany słoiczek, dzięki któremu możemy wydobyć produkt do końca. Ja w peelingach jestem fanką takich opakowań, bo po prostu nie ma problemu w użytkowaniu. Różowy słoiczek jest przeuroczy i myślę, że ze mną zostanie na jakieś bibelotki : )

Skład
Niestety jak widać skład nie zachwyca.. Parafina, PEG, a potem dopiero olej z czarnej porzeczki. Musicie przyznać, że skład nie jest piękny...

Od producenta
"Cukrowy peeling do ciała o zapachu ZMYSŁOWEJ WIŚNI to idealny sposób na poprawę wyglądu i kondycji skóry. Peeling został wzbogacony o OLEJ Z CZARNEJ PORZECZKI o silnych właściwościach regenerujących, przeciwstarzeniowych i ochronnych na skórę. Peeling skutecznie wygładza, zmiękcza i odnawia naskórek, poprawia mikrokrążenie, ujędrnia i uleastycznia skórę. Intensywny zapach zmysłowej wiśni poprawia samopoczucie i nastraja pozytywnie. Podaruj swojej skórze owocową pielęgnację i uczyń swoje ciało pięknym, pachnący, zmysłowym i bardzo apetycznym."



Zapach
Ten zapach różni się od tego w masełku, jest bardziej słodki i nie ma dodatku tej nuty jogurtowej. To o wiele płytszy i mniej zaskakujący zapach. Bardziej sama mamba wiśniowa.


Konsystencja, wydajność
Jest to bardzo gęsty peeling, w którym znajdziemy dużo drobinek cukru. Niestety są one zatopione w parafinie. Z wydajnością nie jest, aż tak źle bo wystarcza na 6 razy, czyli u mnie na 2 tygodnie.


Dostępność, cena
Znajdziecie go w każdej drogerii za ok. 15 złotych.


Działanie, opinia
Na samym początku trochę zawiódł mnie zapach, który nie był podobny do masła do ciała, a szkoda! Jako peeling zaliczyłabym go bardziej do tych średni zdzierających, bo niestety parafina "hamuje" jego działalność zdzierającą. Co mnie zaskoczyło to fakt, że nie pozostawia aż takiej dużej warstwy parafiny na ciele i spokojnie bym z nią wytrzymała, jednak i tak wolę ją zmyć żelem. Nie zachwycił mnie na tyle, bym chciała do niego wrócić lub do innej wersji zapachowej, bo jednak dla mnie jest ważne, by peeling był mocnym zdzierakiem i radził sobie z moją skórą. W dodatku skład nie powala na łopatki. Co prawda skóry ani nie wysusza, ani nie uczula, a po użyciu jest całkiem gładka. Jednak to nie to i trzeba szukać dalej. Ja mówię mu nie, ale jeśli nie przeszkadza wam parafinowa warstewka, czy też słabsze ścieranie, a zapach wam przypadłby do gustu to nie jest zły. Ja wymagam jednak czegoś więcej i tracę nadzieję, że coś mi się bardziej spodoba niż peeling lodowy z Natura Siberica.


A teraz się przyznajcie - miałyście? lubiłyście? A może znacie jakiś peeling, który ma świetne działanie?

środa, 9 lipca 2014

Full mellow, Body Scrub i peeling do ust

 Pamiętacie moje zachwyty na temat masła do ciała od Full Mellow? To teraz kilka słów zachwytu o kolejnych kosmetykach, które skradły moje serce. Ciekawe ? To zapraszam dalej.

Na pierwszy rzut idzie peeling do ciała
 Opakowanie
To prostu słoiczek, z niebieskimi etykietami, na których nie ma zbędnych informacji tylko skład i sposób użycia. Słoiczek dobrze się otwiera i dla tego typu kosmetyku jest to najlepsze rozwiązanie, bo możemy zużyć produkt do końca.

Skład
Skład jest cudowny, naturalny i dla wszystkich zaskoczeniem będzie, że na pierwszym miejscu jest skórka z pomarańczy, a nie cukier!

Fine orange peel, Sunflower Oil, Avocado Oil, Jojoba Oil, Vitamine E, White Fine Canned Sugar
  Zapach
To zapach prawdziwej pomarańczy! Nie sztuczny! Idealne odzwierciedlenie soczystej pomarańczy. A co najlepsze - zapach zostaje na ciele!
Konsystencja, wydajność
Tutaj też mamy jak w przypadku masła - konsystencję piankową. W piance zatopione liczne kawałki skórki pomarańczy i cukru trzcinowego. W dodatku  nie trzeba go dużo, by wypeelingować całe ciało. Takie opakowanie starcza na 3 tygodnie użytkowania co dwa dni!
 Dostępność, cena
Produkt możemy kupić na stronie full-mellow o TUTAJ za 35 złotych, chociaż nie jestem pewna czy ten pomarańczowy odpowiada dokładnie temu - ale się dowiem! Wysyłka jest i do Polski i na terenie Wielkiej Brytanii.
Opinia, działanie
Ostatnimi czasy jestem zakochana we wszelkich peelingach jakie są, ale ten jest całkowicie inny!  Z racji swojego bogatego składu po jego użyciu nie potrzebne jest nam użycie jakiegokolwiek balsamu, czy też masła. Skóra dzięki niemu jest świetnie wypeelingowana (na wilgotną skórę, nałożony peeling według mnie jest mocnym peelingiem). W dodatku oprócz gładkiej skóry, zostaje nam nawilżająca powłoczka, która jest bardzo przyjemna i daje efekt jak po maśle z tej serii. Peeling ewidentnie należy do moich ulubieńców i będę do niego wracała! Ma ode mnie 5,5 punktu na 6 (szkoda, że ta cena taka wysoka, jednak wiem, że warto!)

A teraz czas na kolejny peeling, tym razem mój ulubieniec w dziedzinie pielęgnacjo ust.
 Peeling ten zamknięty jest w małym, szklanym słoiczku, w którym zamknięty jest różowy, słodki produkt.
 Jak widzicie skład jest cudownie naturalny, dzięki czemu możemy go zjeść! Tak dokładnie - możemy go zjeść bez podejrzeń, że zachorujemy!
 Peeling kupimy również na stronie full-mellow o TUTAJ za 25 złotych. Produkt możemy używać nawet całkiem długo, bo akurat ja mogę używać do września. Dlatego myślę, że to dobra opcja dla tych, którzy marzą o Lush'owym peelingu do ust,
 Peeling świetnie radzi sobie z suchymi skórkami na ustach, pozostawiając je gładkie i nawilżone. Zawsze myślałam, że takie produkty to pic na wodę i niepotrzebny gadżet, ale w momencie gdy powąchałam ten malinowy cukier zmieniłam zdanie! Nie równa się z tym robionym na bazie cukru i miodu. To znacznie lepiej pachnie! I już wiem, że gdy się skończy zamówię wersję o zapachu gumy balonowej! <3
 A wy czujecie się skuszone produktami? Ja jestem zakochana w Full-Mellow i wiem, że ten sklep będzie moim ulubionym sklepem w internecie! I wiem też, że czekają was kolejne recenzje, bo mój zamówiony box już u mnie <3

wtorek, 17 czerwca 2014

Krauterhof, Peeling do ciała z masłem kakaowym i masłem Shea - Natko

Dziękuje wszystkim za życzenia powrotu do zdrowia i odrośnięcia włosów, które opłakuje : * Ja też mam nadzieję, że odrosną!

A dzisiaj o peelingu, którego ostatnimi czasu używam. Sięga dna, dlatego czas napisać o nim kilka słów : )
 Opakowanie
Prosty, biały, plastikowy słoiczek, który urodą nie grzeszy. Ale Ma wszelkie ważne informacje na sobie, więc jestem w stanie mu wybaczyć. Zresztą uczę się nie oceniać produktu po okładce : ) Nie jest trudno otworzyć ten słoik, dlatego raczej na wyjazdy to go nie polecam brać.

Od producenta
 Skład
Sól, gliceryna, parafina...masło kakaowe i masło shea jest. Nawet jakiś PEG nam wskoczył, no dobra produkt nie zostaje długo na skórze, więc do dzieła : )
 Zapach
Nie ukrywam, że to piękny zapach. Trochę pomiędzy czekoladą, a ptasim mleczkiem. Idealnie się nadaje na zimowe wieczory. Jest dość intensywny, dlatego podczas peelingowania czujemy go w łazience (nie wiem jak to z dużymi łazienkami będzie, ale w mojej małej jest czuć!)
 Konsystencja, wydajność
Ja peelinguje ciało co dwa dni. Wiem nie powinno się tak często, ale jestem od tego uzależniona <3 I ten produkt wystarcza mi już na 3 tygodnie, a zostało jeszcze na jakieś 2 zabiegi. Dlatego wydajność jest całkiem fajna! Co do konsystencji. Jest to peeling solny, mocno zbity, jednak u góry pływa (czego nie udało mi się już sfotografować) żółta warstewka tłuszczyku, który trzeba wymieszać z tą gęstą masą soli. Trzeba to zrobić przed każdym użyciem. Ja znalazłam dobry patent na tą warstewkę - mieszałam produkt i wsadzałam zaraz po użyciu do lodówki, dzięki czemu nie musiałam za każdym razem babrać się w tym : ) Teraz, gdy została resztka - konsystencja jest idealna.
 Cena, dostępność
Produkty tej firmy znajdziecie na stronie Polskiego dystrybutora o TUTAJ, za ok. 17 złotych.
Działanie, opinia
Peelingu nie polecam dla osób, które są często gryzione przez komary, albo mają wybitne zdolności do robienia sobie ran. Ostrzegam w tych przypadkach szczypie okropnie, bo to w końcu sól : ) W innym wypadku, peeling zaliczyłabym do średnich zdzieraków, które dobrze masują i usuwają martwy naskórek. Skóra nie jest wysuszona po jego użyciu, co najprawdopodobniej zawdzięczamy masłom w składzie. Jeśli zastosujemy peeling na sam koniec mycia, to na skórze zostanie taka dziwna powłoczka - i mówię od razu to inna powłoczka niż po parafinie, taka tłuściutka, która dla tych którzy nie lubią smarować się balsamami i nie mają ze skórą problemów może całkowicie wystarczać. Produkt ma ode mnie 4 punkty na 6, ale nie wiem czy wrócę do niego, bo jednak jestem osobą niezdarną i nogi mam całe pokaleczone, ale jeśli byłby cukrowy to zastanowiłabym się nad powrotem : )

Na fb firmy  KLIK możecie znaleźć informacje o aktualnych promocjach, dzięki czemu możecie trafić na jakąś fajną okazje

A wy miałyście do czynienia z tym kosmetykiem, albo z innymi z tej firmy? Jeśli tak to dajcie znać, które polecacie!