sobota, 7 lutego 2015

Spotkanie w Tarnowie 25.01

Kiedy dziewczyny napisały do mnie czy bym nie chciała wpaść na spotkanie, zrobiło mi się bardzo milusio na sercu. W szczególności, że prace makijażowe dziewczyn już od dawna podziwiałam. I tak o to 25 stycznia pojechałam z 4 niezawodnych dziewczyn na spotkanie do Tarnowa. Oczywiście wtedy musiał być pierwszy atak zimy, tona śniegu i te sprawy. Ale bezpiecznie dojechałyśmy na miejsce.


Spotkałyśmy się w restauracji Włóczykij w centrum Tarnowa. Miałyśmy swoją salę VIP, gdzie mogłyśmy się śmiać i gadać do woli. I nikt nam nie przeszkadzał w gadaniu o głupotach.



Wybieranie jedzenia to była najtrudniejsza rzecz tamtego dnia. Było tyle jedzenia, że zamawiałam kilkukrotnie <największy żarłok ever!> I jeśli jesteście w Tarnowie to polecam pierogi ze szpinakiem i naleśniki <3

Dziewczyny z organizacją miały spory problem, ale nie o to tu chodzi. Jedyne co mi pozostaje w głowie, to fakt, że niektóre dziewczyny powinny dorosnąć i poukładać sobie wiele w głowie. No ale przecież nie od tego jesteśmy my, tylko psycholog : )



 Tak, tak jak widzicie poznałam te wspaniałe dziewczyny *_*
-  Justyna
- Ania
- Gosia
- Kasia
- Asia 
- Ja ^^
- Dorota
- Kasia
- Iwona

I moje ulubione zdjęcie na sam koniec *_*


 Dziewczyny nas też rozpieściły prezentami <3



A zdjęcia mamy dzięki

 Dziękuje dziewczyny za wspaniale spędzony dzień i do następnego razu : *




środa, 4 lutego 2015

Tak mi pachnie! - Village Candle

Tak mi się wydaję, że pierwsze posty zapachowe były o Village Candle. I pomyśleć, że to było tak całkiem niedawno! No cóż teraz moja kolekcja jest znacznie większa, a ja poznaję cały czas nowe zapachy. TUTAJ znajdziecie opis wcześniej zapachów, a dzisiaj zapraszam na kolejną część.


SUMMER SLICES
Te z was, które mnie już trochę znają to wiedzą, że mam małą obsesję na punkcie arbuzowych zapachów. Jeśli do tego dodamy zapach ogórka, albo przynajmniej jego obietnicę to jestem kupiona. To zapach idealny na lato, kiedy wszystkie mocniejsze zapachy duszą i przeszkadzają. Bardzo wodnisty. Co mnie ucieszyło nie jest to zapach słodkiego,ulepka arbuzowego, a bardziej świeży zapach soku z ogórka z dodatkiem soku z arbuza. Jest to delikatny zapach, dlatego świecy nie kupię. Jednak z przyjemnością kupię sobie jeszcze kiedyś do kominka samplerek : ) 

FRESH STRAWBERRIES
Na sucho wiedziałam, że muszę mieć ten zapach! Jadłyście dżem truskawkowy? No to dokładnie tak pachnie! Po zapaleniu jest bardzo intensywny i wypełnia zapachem całkiem spory kawałek powierzchni. Jednak przy pierwszym paleniu płakałam i niestety musiałam wylać wosk na "później" by zapalić go dzisiaj. I wiecie co? Już nie płaczę i mogę się delektować cudownym zapachem dżemu. Jeśli szukacie zapachu świeżych truskawek to nie jest to najlepszy wybór, ale za to cudowny, słodki zapach nomnomnom.

CHRISTMAS ON THE BEACH
 Na początku przez zapaleniem tego zapachu musicie się przygotować. Wyciągamy bikini, okulary przeciwsłoneczne i bierzemy leżak. Gotowe? No to teraz coś dobrego do picia i spokojnie może być to pinacolada. Nawet nie wiecie jak to cudownie pachnie! To zapach mleczka kokosowego i słodkiego ananasa w jednym. Zapach z jednej strony słodki, a z drugiej strony odświeżający. Jest bardzo intensywny i całe mieszkanie cudnie pachniało mi moim ulubionym drinkiem. I gdybym miała okazję kupić świecę to bym ją kupiła (niestety w momencie, gdy jej zapragnęłam świecy już nie ma : c) No cóż pozostaje pomarzyć, że ktoś będzie chciał się jej pozbyć. Jednak jeśli macie ochotę na sampler to jeszcze są!

CARMELIZED PEAR
No i moje największe rozczarowanie na sam koniec. Pamiętajcie, że to moja własna opinia i świetnie rozumiem, że większość się ze mną nie zgodzi, ale... Może zacznijmy od plusów tej świecy - dwa knoty pomagają w paleniu, pali się równomiernie, a zapach jest bardzo intensywny! Gdy wąchałam na sucho kiedyś wosk, wydawało mi się że musi być super po zapaleniu. Miałam nadzieję, że tu znajdę zapach słodkiego karmelu z dodatkiem gruszki, którą tak lubię. Oczywiście jest tu wyczuwalna gruszka, ale niestety karmel to ten sam co w zapachu z YC -SALTED CARAMEL. To ta sama drażniąca mnie nuta solonego karmelu, jednak złagodzona słodyczą - dzięki czemu nie musiałam natychmiastowo gasić świecy. Niestety ale świeca idzie w świat, a ja już upatrzyłam sobie kolejną świecę z VC, którą pragnę !

Samplerki są w cenie 11 (prócz Christmas on the beach, który teraz jest na wyprzedaży ). Kupicie je TUTAJ, oprócz tego w sklepie jest też Yankee Candle oraz BridgeWater. Pamiętajcie, że samplery palę w kominku jak woski : ) Duża świeca kosztuje 92 złote. 

Dajcie znać, czy miałyście styczność z Village Candle i czy miałyście, któryś z moich zapachów. 

wtorek, 3 lutego 2015

LUTY: Akcja zużywania próbek - START

Kiedy Asia z bloga asiablog.pl ogłosiła akcję zużywania próbek to wiedziałam, że muszę się zgłosić. Niestety nie wiedziałam, że liczba próbek które mam okaże się tak wielka...



No cóż doliczyłam się 318 próbek, z czego wiem że nie policzyłam próbek podkładów i całek kolorówki. Jestem też pewna, że znalazłabym próbek z pielęgnacji jeszcze z 50 w domu.. Wiem, wiem nie ma się czym chwalić, że ma się problem z maseczkami w saszetkach, miniaturkami, próbeczkami. Uwielbiam próbki, a najbardziej to chyba je kupować. Jak widzicie mam ogrom próbek z Natura Siberica, uzbierało się ich tak wiele, że mam w nich 3 kremy do twarzy, jeśli nie 4... Dużo prawda?

Ja wiem, że w ciągu tego miesiąca nie zużyję tego wszystkiego, ale mam nadzieję, że chociaż trochę uszczuplę zapasy. Jest już 3 luty, a mi to idzie topornie. Ale zawsze do przodu!


Trzymajcie kciuki za mnie! A jeśli ktoś z was tak jak ja bierze udział w Akcji to dajcie znać : *

Żegnam próbki, próbeczki, saszetki i miniaturki. Idźcie sobie won!

poniedziałek, 2 lutego 2015

Bielenda, Masło do ciała wanilia+pistacja

Nawet nie wiecie jak się cieszyłam wczoraj, że po dzisiejszych dwóch egzaminach będę miała dwa tygodnie wolnego. I wiecie co sobie przypomniałam? Że od dzisiaj przez następne 1,5 tygodnia mam praktyki po 11 godzin na dzień.. No cóż takie fantastyczne ferie mam ! I znów mniej czasu dla was, a zaległości postowe się tylko powiększają.. No cóż korzystam, że mam kilka zdjęć już zrobionych i przychodzę do was z notką. Dzisiejszym bohaterem jest masło do ciała, które urzekło mnie. Ciekawi co jest takiego w nim ciekawego? 


Masło znajduje się w plastikowym, zakręcanym słoiczku. Jak zapewne się domyślacie lubię to rozwiązanie, bo produkt łatwo jest wykorzystać do samego końca i nie trzeba się siłować z wydobyciem resztek. Szata graficzna idealnie wpasowuję się w charakter tego masła, nadając mu wygląd deseru *_*  Masło dodatkowo jest zabezpieczone ochronną folią, aby żadne łapki nie wdarły się do niego w sklepie.



Początek składu brzmi zachęcająco!  Bo bazą masła jest masło Shea, Jednak dwa miejsca dalej mamy parafinę, która już do mnie tak ładnie się nie uśmiecha. Dalej mamy olej pistacjowy, który ostatnio stosuję również solo, glicerynę, silikon, olej palmowy. Skład do najgorszych oczywiście nie należy, ale szału też nie robi.


Jednak największym plusem tego masła jest zapach. Jezuu jak to cudownie pachnie! Co prawda ja wyczuwam tutaj głównie zapach wanilli (albo i białej czekolady?), ale jest przełamany nutkę delikatnego orzecha. I wierzcie mi, że byłabym go skłonna zjeść łyżką! Zapach jest intensywny i wiem, że części z was może się nie spodobać. Co gorsza zapach na mnie trochę się zmienia i już nie jest tak cudownie słodko-waniliowy, a wybijają się nuty mdłego orzecha. 


Strasznie żałuję, że to masło nie jest takim prawdziwym masłem (nie tylko z racji tego jak pachnie ^^). Raczej nazwałabym gęstym balsamem, a nie masłem. Łatwo się rozprowadza na skórze z racji swojej lekkiej konsystencji i bardzo szybko wchłania, dzięki czemu nie zostawia plam na ubraniach. Wystarcza na ok. 2 tygodnie używania (ale ja to chyba ekspresowo ostatnio zużywam te mazidła do ciała) 


 Masło znajdziecie w drogeriach takich jak Rossman, czy też Natura w cenie ok. 15 złotych. Warto polować na promocje, bo wtedy koszt tego masła to ok. 10 złotych.


Mimo, że masło na mnie zmienia zapach to je lubię. Może nie jestem najlepiej nawilżającym produktem jakie miałam, ale pozostawia skórę miękką w dotyku i nie pozwala na wysuszenie jej. Łagodzi wszelkie podrażnienia powstałe po kąpieli. Jednak trzeba pamiętać, że trzeba się nim smarować codziennie. Zapach utrzymuje się ok. 5 godzin na ciele, co też nie każdemu się spodoba. Czy wrócę do niego? Możliwe, ale po pierwsze w lato, kiedy moja skóra nie potrzebuje tak intensywnego nawilżania, a po drugie jak będę na diecie, bo pomoże mi przetrwać trudne chwile. 


Miałyście je? A może u was lepiej wypadło niż u mnie?
Muszę się wam też pochwalić, że moje zapasy maseł do ciała się kończą i w końcu będę mogła kupić nowe!