sobota, 11 lipca 2015

Sklep Helfy już w Krakowie!

Jak zwykle jestem do tyłu, ale co to by było gdybym ja tak po prostu nadgoniła wszystko? Smutne życie! Kiedy otwierał się sklep Helfy w Krakowie - EkoPasaż niestety nie mogłam wpaść z powodu pracy i choroby, która powodowała, że spałam po 14 godzin dziennie. Niestety ale trzeba się przyznać - było ciężko by cokolwiek robić, a co dopiero wychodzić poza dom w inne miejsce niż praca. W ten sposób wybrałam się dopiero po czasie na ul. Gertrudy 24 w Krakowie, by zobaczyć jak to wszystko wygląda. Oczywiście mieszkańcy Krakowa jako jedyni nigdy nie narzekali na fakt słabej dostępności kosmetyków czy to rosyjskich/indyjskich, ale brakowało mi również innych marek, czy też ostatnio jako miłośniczce zdrowego jedzenia - zdrowych produktów w normalnych cenach. Traf chciał, że to co spotkało mnie w EkoPasażu zaskoczyło mnie w 100%!


Zacznijmy od tego, że na miejscu jest cała szafa z zapachami ! Od olejków eterycznych po perfumy! I uwaga - wydaje mi się, że znalazłam perfumy o zapachu prawie identycznym jak moje ukochane z Egiptu. Oczywiście są one na bazie olejku, bez dodatku alkoholu, przez co można używać ich w lato, nawet jak idziemy się opalać! 


Przejdźmy do spraw zdrowotnych i jedzeniowych! Po raz pierwszy w życiu widziałam tyle zdrowych, ekologicznych i nieznanych mi produktów! Zaczynając po oleje, soki, syropy, herbaty. kawy, po batony, płatki, mąki. Wierzcie mi, że to raj dla tych z was, które chcą polepszyć swoje ciało i zdrowie od środka!


Ogółem dla mnie największy hit to kasza o smaku kakao! Właśnie muszę się po nią wybrać, bo wszystko co śniadaniowe to już mi się kończy. Ale rozumiecie moją fascynację?!



I tutaj półka, którą całą chyba wykupię, bo przecież codziennie mogłabym jeść naleśniki na innej mące! *_*


Zostaje też sprawa kosmetyków. I tutaj moje wielkie zaskoczenie, bo kosmetyki są nie tylko indyjskie, czy też rosyjskie, ale mamy też całe szeregi kosmetyków Polskich, a nawet Australijskich! 



Nawet Hawajskie kosmetyki?! <3 Coś mi się wydaje, że zapach plumeria musi być mój!


Wszystkie nowości marki Sylveco oraz Biolaven!


Lavera też załapała się na zdjęcia oraz inne marki mi do teraz nieznane!


No i wyżej wspomniana marka australijskich kosmetyków, do których ciągnie mnie już od strasznie dawna!


Muszę wam się przyznać, że jestem mega zaskoczona z tego co zastałam w EkoPasażu i wiem, że będę tam częstą klientką! I tu nie chodzi tylko o kosmetyki, które mają w naprawdę niskich cenach, ale również o artykuły niekosmetyczne i herbaty! Bo przyznajcie, że mają ogromny asortyment! Jeśli chcielibyście się z całym asortymentem zaznajomić to zapraszam na stronę Helfy o TUTAJ 

środa, 8 lipca 2015

WishList Dresslink - pędzle, pędzle, dużo pędzli!

Przepraszam as za tą moją długą nieobecność, ale nie zawsze układa nam się tak jakbyśmy chcieli, ale wracam! W zeszłym tygodniu napisała do mnie Pani z dresslink.com i zapytała, czy nie chciałabym czegoś sobie od nich wybrać. Raz kozi śmierć, prawda? A, że od dłuższego czasu chciałam wypróbować pędzle dostępne u nich na stronie (wiele dziewczyn je ma), to uznałam no dobra niech będzie : ) Jesteście ciekawe co do mnie przyjdzie? No to czas start !

 Takie tasiemki do zdobień na paznokcie zawsze chciałam! No i zobaczymy, czy będę lubiła ten typ zdobień, tak jak mi się wydaje :) Kosztowały całe 1,53$ o TUTAJ


Dresslink ma fajne akcje i do każdego zamówienia można sobie domówić rzecz za 0,01$ z listy. Tej sukience nie mogłam się oprzeć, więc same rozumiecie? Mam nadzieje, że będzie na mnie dobra, bo na zdjęciach wygląda idealnie! Teraz jest nie jest niestety dostępna za 0,01$, ale cena 4,64$ zła też nie jest jeśli się okaże, że jest dobra jakościowo. TUTAJ zostawiam wam do niej link : )

No i tutaj główny powód mojego zamówienia czyli pędzle. Na zdjęciach wyglądają naprawdę dobrze, dziewczyny też na nie narzekają, więc zobaczymy co to będzie. A zapłacicie za nie niecałe 6$ co jeśli będą fajne jest niską ceną. No cóż zobaczymy jak przyjdą : )
 Pędzli do oczu też nigdy dość, dlatego ten zestaw też musiałam mieć : ) TUTAJ jest dostępny za niecałe 5$!


I zostało mi kilka dolarów do wydania, dlatego dodałam sobie o to to jajo. Nie spodziewam się czegoś na miarę RT, ale może coś w stylu Ebelin będzie? TUTAJ jest za niecałe 2$.

I jak wam się podoba mój wybór? Ja nie mogę się już doczekać, aż przyjdzie to zamówienie, bo może akurat polubię się z tymi rzeczami? :) Ja zbieram się do sprzątania, a wam życzę kochanego dnia!

piątek, 26 czerwca 2015

Lambre, Woda perfumowana Amaltea Summer

To, że jestem maniaczką zapachów to wiecie. Zapewne też się domyślacie, że oprócz tony wosków i świec mam też wiele flakonów perfum i mgiełek. No cóż tak się składa, że mam z tym mini problem. No cóż w ten sposób muszę się z wami swoimi zapasami podzielić i pokazać wam co warto kupić a co nie! No to gotowi na pierwszy okaz?


W kartoniku znajdujemy dość sporych rozmiarów flakon. Flakon wydaje się prosty, ale dzięki cieniowaniu na butelce oraz jej wygiętemu kształtowi daje wrażenie oryginalnej i przyjemnej dla oka. Co ważne przy robieniu zdjęć upadła na balkon i wiecie co? PRZEŻYŁA! Plusy dla niej, tego szczęścia niestety nie miał flakon Burberry The Britt : c


Woda ta należy do rodziny zapachów kwiatowo-orientalnych. Wybrałam je ze względu kuszącej nazwy Summer, chociaż teraz wiem, że wersja zimowa pewnie byłaby lepsza.. Ale to o tym zaraz! Ze strony producenta wyczytamy jakie zapachy tworzą całość:

Nuty głowy: cytryna, grejpfrut, arbuz, pomarańcza bergamota
Nuty serca: brzoskwinia, róża, dzika róża
Baza: drzewo sandałowe, wanilia, gałka muszkatołowa, piżmo

Brzmi kusząco! No i ten arbuz, brzoskwinia i wanilia! Myślałam, że się uda! Bo przecież zapach arbuza kocham!


Niestety perfumy  te według mnie nie są letnie. Możliwe, że na wieczory letnie się sprawdzą, ale ja bym je przypisała raczej wiośnie. Zapach cytryny, róży, piżma oraz drzewa sandałowego daje raczej taki mocniejszy akcent, co nie bardzo pasuje mi na lato. I oczywiście, gdyby inne nuty zapachowe były wyczuwalne, to świetnie by tą ciężkość przełamało. Niestety tak nie jest. Wszystkie te zapachy, które wymieniłam tak dominują na skórze, że reszta ginie w tle. To zapach otulający, mocny dla eleganckich i ambitnych kobiet. Świetnie według mnie pasuje dla bizneswoman, ale raczej nie do eterycznej, delikatnej kobietki. No dobra, ale to opisuje zapach po psiknięciu od razu. Co dalej? Niestety dalej lepiej niestety nie jest.. Zapach szybko się ulatnia, a ja jestem opornym konsumentem i po 20 minutach niestety ich już nie czuję na sobie. A szkoda, bo zapach jest przyjemny jak idę wieczorem do pracy, jednak co mi po tym jakbym musiała z tą buteleczką cały czas chodzić. Oczywiście nie skreślam tego zapachu, bo buteleczkę z przyjemnością wykorzystam, nie ich wina, że na mnie zapachy w 99% się nie utrzymują! I to nie przecież ich wina, że ja wolę je na wieczór, czy też na chłodniejsze dni.


Jednak problem jest w tym, że nie wrócę do nich. Czemu? Za 75 ml musimy zapłacić 99 złotych o TUTAJ. Co za tym idzie? To całkiem spory wydatek jeśli chodzi o perfumy, które trwałością dorównują mgiełek z BBW. Nieprawdaż? A za mniejszą cenę, bez promocji mogę je kupić i to w pojemności 236ml! A jeśli już chodzi o wody perfumowane/toaletowe/perfumy to wolę sobie kupić w tej cenie tester, lub trochę dopłacić i mieć cudowny flakon zapachów, które wytrzymują u mnie chociaż trochę dłużej. Niestety jestem wybredną osobą jeśli chodzi o zapachy, ale cóż taka jestem!


Strasznie mi przykro, że ta woda nie jest trwalsza, a zapach nie jest orzeźwiający i nie ma tu w nim arbuza. No ale cóż tak się kończy wybieranie w ciemno :) Jednak jestem pewna, że niektórym z was zapach przypadnie do gustu! 

Przyznać się, która je miała i wąchała? A może miałyście do czynienia z innym perfumami Lambre? Może któraś z was miała Amaltea Winter? No dobra to teraz uciekam do dalszej nauki. Trzymajcie się! <3

środa, 24 czerwca 2015

Pat&Rub, Otulający balsam do dłoni

Macie tak czasem, że oczekujecie po danej marce tak wiele, że jak w końcu jesteście w posiadaniu produktu tejże marki to myślicie, że stanie się cud? A kosmetyki okażą się ideałem? Już długi czas miałam w planach wypróbowanie kosmetyków Pat&Rub, marki założonej przez Kasię Rusin. Kosmetyki w zamiarze dość naturalne, w dodatku dość drogie powinny działać lepiej niż te za kilka groszy w sklepach. Dlatego, gdy w moje ręce wpadł dzisiejszy bohater myślałam, że na moich dłoniach stanie się cud. Ciekawi, czy tak się stało?


Powiem szczerze, że to jedne z fajniejszych opakowań kremu do rąk jakie widziałam. Opakowanie typu airless jest najbardziej higienicznym ze wszystkich. W dodatku szata graficzna daje do myślenia, że jest to produkt naturalny, prosty. Produkt się kończy, a pompka dalej działa bez zarzutu, a opakowanie dalej w dobrym stanie. Oczywiście zgubiłam nakrętkę - ale to już taka przypadłość nakrętek u mnie - znikają! Bez zakrętki niestety lubi się sam naciskać w torebce i możemy mieć wszystko ubrudzone kremem. No cóż mówi się trudno.


Do składu nie mam się co przyczepić. Jest serio bardzo dobry. Już na początku mamy olej słonecznikowy, triglicerydy, glicerynę, ekstrakt z cytryny, oliwę z oliwek, olej avocado, itd. Nie mamy tu nic drażniącego, czy też uczulającego. Po składzie patrząc krem powinien genialnie nawilżać i odżywiać skórę dłoni.


 Co do zapachu - liczyłam na bardziej karmelowy zapach. Niestety dostałam cytrynę z dodatkiem słodkiej wanilii i możliwe że kropli karmelu. Jednak nadal jest to cytryna. Jednak zapach nie jest kibelkowaty, za co plus! Konsystencja jest dość lekka, a nazwa balsam świetnie to określa. Dzięki lekkości szybko się wchłania i nie zostawia żadnej powłoczki na skórze. Jeśli mam określić jego wydajność to nie nazwałabym go bardzo wydajnym, raczej taki przeciętny. Jednak mi to odpowiada, bo niektóre kremy nie chcą się kończyć i nie chcą, a ten wiem że się w końcu kończy! 


Kosmetyki Pat&Rub można kupić w Sephorze i w oficjalnym sklepie internetowym Pat&Rub. Koszt to 45 złotych. Nie jest to najtańszy krem do rąk - trzeba to przyznać,a od mojego ulubionego kremu z Isany droższy 8 krotnie! 


I najważniejsze - działanie. Jak już mówiłam, spodziewałam się po nim wiele. Miałam nadzieję na prawdziwą rewolucje jeśli chodzi o pielęgnacje moich dłoni, a tu niestety się niemiło zaskoczyłam. A czemu? Mimo, że dużego problemu z dłońmi nie mam, to krem ten był czasami dla mnie za lekki. W czasie mrozów całkowicie mi nie wystarczał, a teraz używam go w dużej ilości na noc pod rękawiczki. Nie zostawiał żadnej warstwy, ale też nie zostawiał wygładzonych dłoni, a po użyciu zazwyczaj miałam ochotę jeszcze na więcej. Dopiero po drugiej warstwie odczuwam wymagane nawilżenie. Stan dłoni nie poprawił się, gdy tylko jego używałam. Przy nim wymagana aplikacja kremu była potrzebna kilkunastokrotnie w ciągu dnia. Same teraz chyba rozumiecie, że nie tego się spodziewałam po kremie za 45 złotych? Jest on przyjemny i delikatny, w dodatku nie uczula. Ale polecam go nakładać pod rękawiczki lub ponawiać często aplikacje, bo niestety inaczej może wam być mało. Zapach po pewnym czasie staje się zbyt nużący i może się nam szybko znudzić, a na skórze jakiś czas zostaje.W dodatku ta dość słaba wydajność nie przemawia do mnie - bo skoro już kosztuje te 45 złotych to niech będzie wydajniejszy. No cóż jednak pozostanę przy swoich ulubieńcach, a do tego balsamu nie wrócę. 

Miałyście go? Jak się u was sprawdził? Dawał radę, czy dla was to też za mało? Jaki jest wasz ulubiony krem do rąk?